3 dni w Kłodzku

– krainie labiryntów, kopalń i gór


Spędziłem ze znajomymi kilka dni w okolicach Kłodzka – krainie, którą nazwałbym krainą labiryntów, kopalń i gór.

Kłodzko – miasteczko w województwie dolnośląskim – bardzo mi się spodobało. W pewien sposób nawet mnie zaskoczyło. Znałem wprawdzie kilka historycznych ciekawostek na jego temat, ale nie spodziewałem się, że aż tak mnie zauroczy.

Zwróciłem uwagę na ciekawy wygląd i charakter Kłodzka. Wydaje mi się, że jest ono swego rodzaju konglomeratem kilku kontrastów i daje to bardzo interesujący efekt. Kłodzko łączy w sobie średniowiecze z PRL-em, architekturę polską z architekturą czeską (i troszkę chyba pruską) itd. Mija się gęsto usiane szare kamienice z powojennych lat, spaceruje się wąskimi uliczkami prowadzącymi do rynku, by tam skonfrontować nieco przygnębiające wrażenie z pięknymi zabytkami, takimi jak naprawdę imponujący ratusz czy bardzo ładny gotycki most nad rzeką Młynówką, podobny nieco do Mostu Karola w czeskiej Pradze – tylko w mniejszej skali (z wyjątkowo wysokim w ostatnich dniach poziomem wody, co przypominało trochę weneckie kanały). I tak na każdym kroku. Moim zdaniem daje to fantastyczny efekt!

 

Labirynty pod Twierdzą Kłodzko

Do Kłodzka przyjechaliśmy z przyjaciółmi wczesnym popołudniem. Zaczęliśmy od krótkiego spaceru i skierowaliśmy się do jednej z największych atrakcji tego miasta – czyli do Twierdzy Kłodzko. Za 10 zł (ulgowy bilet) zwiedziliśmy podziemne tunele Twierdzy, które sprzedaje się właśnie pod nazwą „Labirynty”. Mają długość ok. 7 kilometrów i w najdłuższym miejscu wychodzą nawet na 300 metrów od twierdzy. Przewodnik w bardzo ciekawy i barwny sposób opowiadał o historii Twierdzy Kłodzko, począwszy od średniowiecza do II wojny światowej. Zdecydowanie polecamy! Zwiedzanie trwało ok. 1,5 godziny.

Stara kopalnia uranu w Kletnie

Malowniczą krętą drogą dotarliśmy do kopalni. Bilety (ulgowe – za 15 zł) zakupiliśmy w małej drewnianej klimatycznej budce. Wyposażona była w turystyczne gadżety, przyjemny przytulny nastrój i pana Janusza, który sprzedał nam bilety i chwilę później okazał się również przewodnikiem po kopalni.

Kilkunastoosobowa grupa, w której się znaleźliśmy, zaczęła zwiedzanie starej kopalni od założenia na głowy kasków ochronnych. Na szczęście z góry nic nie spadało, ale belki zabezpieczające strop były na tyle nisko, że od czasu do czasu dało się słyszeć ciche „auć’ie”… Mieliśmy ze sobą kurteczki i pelerynki, gdyż w kopalni panowała temperatura ok. 5° C, zaś wilgotność powietrza sięgała 95-100%. Przewodnik bardzo wesoło opowiadał nam o historii kopalni. Trasa turystyczna podziemnymi korytarzami nie jest długa, ale rzeczywiście można poczuć się troszkę jak górnik. Bardzo fajną atrakcja jest mini wystawa szklanych naczyń z dodatkiem uranu podświetlone ultrafioletem.

 

Śnieżnik

Byłem tam w dzieciństwie, ale już niewiele pamiętam. Bardzo wielu zapewniało mnie jednak, że ze szczytu Śnieżnika rozpościerają się piękne widoki. Góra ma wysokość 1426 m. n. p. m. a przez jej wierzchołek przebiega granica polsko-czeska. Z resztą pod drodze, im bliżej szczytu, mijaliśmy sporo Czechów, z którymi wymienialiśmy uprzejme „ahoj”, a jeden starszy pan powiedział nam „zdrowiczko”. Uroczo! Sama góra też była urocza, choć nieco trudniejsza w zdobyciu, niż się spodziewaliśmy. Wyruszyliśmy na szlak od strony miejscowości – Kamienica. Trasa była dosyć urozmaicona, chwilami wzdłuż strumienia.

Pogoda na pieszą wędrówkę po górach wydawała się nam bardzo dobra. Na szczycie okazała się aż trochę za dobra, ponieważ mgła, wiatr i ziąb dały się nam we znaki, przy okazji skutecznie zasłaniając widoki.
Mieliśmy jednak ogromne szczęście jakieś 100 metrów przed schroniskiem ujrzeć dwa jelenie! Wyszliśmy zza zakrętu, a one jakieś 5 metrów od szlaku zajadały w najlepsze pyszną trawę. Podnosiły od czasu do czasu głowy, przyglądając się fotografującym je turystom i wcinały dalej.

Jakieś 20 minut marszu od szczytu, znajduje się wspomniane duże schronisko „Na Śnieżniku”, choć jest już w zasadzie pod Śnieżnikiem. Ceny są tam oczywiście za wysokie, ale po takim wysiłku fizycznym na chwilę się o nich zapomina na rzecz ciepłej zupy pomidorowej i gorącej czekolady. Wygrzaliśmy się w schronisku, w którym było pełno ludzi i ruszyliśmy dalej.

Polecam gorąco Kłodzko i okolice! Bardzo ładne, ciekawe miasto, jak również tamtejsze rejony. Warto je zobaczyć. Można tam naprawdę fajnie i za rozsądną cenę spędzić miło kilka dni. Jest to też dobry punkt wypadowy do takich miejsc jak Skalne Miasto w Czechach czy Park Narodowy Gór Stołowych.

A mojej kochanej ekipie bardzo dziękuję za cały wyjazd! Było świetnie! 🙂

Maciej Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: