5 obserwacji z Węgier

1. do kupienia jest najczęściej chleb o wadze 1 kg
(jak w Polsce za PRL-u)

 

2. kawałki papieru toaletowego są dwa razy dłuższe niż w Polsce
(przynajmniej ja tylko na taki papier trafiałem, może mają też „innowymiarowe”… 🙂 )

 

3. wino jest bardzo tanie
(cena waha się między około 250 Ft a 2500 Ft – czyli od około 4 zł do 40 zł),
choć pewnie znajdą się też drogie wina, ale i tak są one dużo tańsze niż w Polsce

 

4. wiele Węgierek jest bardzo ładnych i ślicznie się uśmiecha
– sprawdzone 🙂

 

5. jeżdżą tam autobusy polskiej produkcji z podpoznańskiej firmy – Solaris
(widziałem dwa czy trzy w mieście Nyíregyháza)

Węgrzy, mimo że od wielu lat obsługują wielu Polaków, nie potrafią zbyt wiele powiedzieć w naszym języku.
Cieszą się natomiast bardzo, gdy usłyszą od nas jakieś węgierskie słówko,
jak np. „kyssynem” = dziękuję, „jó reggelt” = dzień dobry… 🙂

W poszukiwaniu miejsca na nocleg chodziliśmy krótką chwilę po obrzeżach miasta. Przeszliśmy może 500 metrów, gdy pewien Węgier na rowerze zatrzymał się i zagadał do nas. Po dwudziestominutowej rozmowie, w której używaliśmy naprzemian kilku polskich słów, angielskiego (raczej bezskutecznie) i czegoś na kształt łamanego „niewiemczego”, bo przecież węgierskiego nie znamy, dogadaliśmy się w sprawie noclegu.
Jedną z głównych atrakcji Węgier są termy i liczne baseny, na których za dość przyzwoitą opłatą można spędzać wygodnie całe dni 🙂

Liczne baseny przyciągają wielu turystów. Nie oznacza to jednak, że nie można spędzić tam miłego dnia… Woda – do wyboru, do koloru: zimna, ciepła, gorąca, w dużym basenie, w małym basenie, na dworze, wewnątrz, na zjeżdżalni – „fajnie”! 🙂 Powyższe zdjęcie wykonane było koło 19:15, kiedy to większość osób zaczyna się zbierać, gdyż te konkretne „kupaliska” (po węgiersku) są czynne do 20:00 😉

Akurat nie podczas tego wyjazdu, ale słyszałem już w życiu Węgra, który powiedział po polsku: „Polak, Węgier – dwa bratanki – i do szabli i do szklanki” 🙂 To miłe. Ogólnie: lubią nas 😉

*Zajechaliśmy raz z rodziną pod Tesco na Węgrzech i chcieliśmy się dowiedzieć, czy parking jest płatny. Podeszliśmy do gościa, który sprawiał wrażenie, jakby go pilnował i próbowaliśmy go o to spytać. On zaś bardzo uprzejmie, cierpliwie i wesoło tłumaczył nam coś długo w węgierskim języku, ale wszystko co udało nam się zrozumieć to… „Tesco”… 🙂

Maciej Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: