5 miejsc, które trzeba odwiedzić w Bieszczadach

— BIESZCZADY —

O wielu miejscach mówi się, że jeśli będąc w nich nie widziało się tego albo tamtego, to nie można mówić, że się w nich naprawdę było.
Bieszczady też mają kilka punktów, które powinny znaleźć się na naszej liście obowiązkowego odwiedzenia.

 

— Połonina Caryńska 

Jedna z dwóch najsławniejszych połonin w Bieszczadach. Przepiękna sama w sobie. Z niej rozpościerają się równie przepiękne widoki. (Przyjemnie robi się ją, wchodząc w Ustrzykach Górnych, a schodząc w Brzegach Górnych.) W ogóle połoniny są jednym z najbardziej charakterystycznych elementów Bieszczad – to takie „łąki” i cała reszta roślinności „stepowej” (ale się wymądrzam!), która znajduje się ponad górną granicą lasów porastających góry. Na Połoninie Caryńskiej bardzo dokładnie można się temu przyjrzeć.
Przechadzka tą połoniną jest niezwykle relaksująca (mówię oczywiście o okresie letnim) – można ogrzać się w promieniach słońca, odetchnąć świeżym powietrzem, poczuć delikatny wiatr, wsłuchać się w szum traw…
Połoninę Caryńską polecam również jako rozgrzewkę – np. w pierwszy dzień chodzenia po górach. Choć Bieszczady w ogóle nie są bardzo trudne.

 

— Połonina Wetlińska 

…czyli DRUGA sławna połonina bieszczadzka. Na niej też znajduje się słynne schronisko – Chatka Puchatka (prowadzone ciągle, już chyba od 50 lat, przez tę samą parę). Tam też od lat tuż przy schronisku wśród traw rozkłada się wielu turystów i oddaje się widokom nieba i pejzażom. (Osobiście robiłem Połoninę Wetlińską od Brzegów Górnych do Wetliny, gdzie zaraz przy zejściu do miejscowości w pierwszym sklepie spożywczym można kupić pyszny napój gazowany „Cola” Celestynka z Uzdrowiska Rymanów S. A., który wynagradza cały dzień wędrówki.) Połoniny różnią się bardzo od „zwykłych” szczytów, kto był ten wie, bo ich zdobycie nie polega właśnie na osiągnięciu najwyższego punktu i powrotu na dół. Cały urok połonin polega na tym, że można spokojnie i długo nimi wędrować. Bez wielkiego wysiłku. Bardzo polecam jako drugie obowiązkowe miejsce w Bieszczadach.

 

— Tarnica 

Niezwykle podobają mi się bieszczadzkie nazwy szczytów i miejscowości. Brzmią niemal poetycko. Tarnica – najwyższy szczyt polskich Bieszczad (1346 m. n. p. m.). Nie można być w Bieszczadach i nie być na tym szczycie. (Zacząłem wspinaczkę od Wołosatego, a potem przez Szeroki Wierch zszedłem do Ustrzyk Górnych. Ciekawostka – Tarnicę z Szerokim Wierchem łączy charakterystyczna przełęcz, której rumuńska nazwa – „tarnita” dała imię najwyższemu szczytowi polskich Bieszczad.) Jego najwyższa wysokość wcale nie oznacza najwyższego stopnia trudności wspinaczkowej. Tarnicę zdobywa się dość łatwo, a widoki po opadnięciu porannych mgieł są przepyszne. (Przy bardzo dobrej widoczności można zobaczyć nawet Tatry!) Na szczycie znajduje się wysoki żelazny krzyż. Bardzo długie fragmenty „wspinaczki” pokonuje się… schodami! W zasadzie są to umocowane solidnie deski tworzące kolejne stopnie „wyłożone” ziemią i kamieniami. Wielu osobom nie podobają się te schody, ale powstały raczej nie dla komfortu turystów, tylko dla ochrony zbocza. Niemniej Tarnicę warto zdobyć.

 

— Bukowe Berdo 

Szczyt, z którego rozpościerają się najpiękniejsze widoki w Bieszczadach! (Oczywiście to moja subiektywna opinia, ale potwierdzana przez ogromną większość osób, które na Bukowym Berdzie była.) Człowiek naprawdę nie jest w stanie do końca nacieszyć się tymi widokami! Panorama Bieszczad z Bukowego Berda jest tak wyjątkowa, że odczuwa się niedosyt nawet po wyjątkowo długim „obcowaniu” z nią. Chciałoby się ją w pełni chłonąć, ale pewnie właśnie fakt, że jest to niemożliwe, wzbudza w człowieku niemalże swego rodzaju uniesienie i zachwyt… Po prostu Bukowe Berdo – to najładniejsze widoki Bieszczad! Trzeba tam być.

 

— Siekierezada 

Jedna z najbardziej znanych knajp w Bieszczadach! Brutalne miejsce dla brutalnych ludzi. W sezonie odwiedzane przez turystów. Niech to jednak nikogo nie zraża – w Siekierezadzie zwykle znajduje się miejsce, żeby usiąść i wypić piwo. Ta knajpa ma już taką markę, a raczej legendę, że nie potrzebuje się reklamować. I tak ma wystarczająco wielu klientów. Natomiast po sezonie zamienia się w  miejsce spotkań tamtejszych mieszkańców – piwoszów, drwali itd. Miejsce niezwykle klimatyczne. Na ścianach liczne ozdoby – rzeźby Chrystusa, obrazy bieszczadzkich czartów, poroża, koła, łańcuchy itd. W stoły powbijane siekiery. Lekko przyciemnione lampy. Ruch, rozmowy – to wszystko tworzy niepowtarzalny klimat. Ja osobiście go uwielbiam! Jeśli ktoś jednak woli zjeść obiad ze znajomymi w innej restauracji, to niech zajrzy do Siekierezady chociaż w ramach zwiedzenia oryginalnego miejsca.

Maciej Tomaszewski

 

Jakie Twoim zdaniem miejsca trzeba odwiedzić w Bieszczadach?
Napisz w komentarzu 
🙂

PRZECZYTAJ TEŻ:
„Bieszczady to stan umysłu”

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: