Bieszczady to stan umysłu

— BIESZCZADY —

Gdyby Bieszczady były po prostu ładnymi górami, to nie byłyby bardzo wyjątkowe. O co zatem chodzi? Skąd taka legenda i mit Bieszczad? Czemu jest to… „magiczne” miejsce?

Niektórzy uważają, że Bieszczady to przede wszystkim… stan umysłu a nie miejsce na mapie. Ja, po już 5 albo 6-krotnym odwiedzeniu tego południowo-wschodniego ogonka Polski, uważam podobnie. Pisanie takich artykułów przez osoby, które Bieszczady zachwyciły, jest trochę „strzałem w stopę”. Dlatego, że Bieszczady zachwycają (nadal) swoją dzikością, (nadal) tajemniczością, (nadal) swego rodzaju „hipsterskością” i ci, którzy je poznali, woleliby mieć je tylko dla siebie. Woleliby nie spraszać tam kolejnych turystów, których zbyt duża ilość niszczy powoli tę przestrzeń. Ciężko jednak uniknąć pisania na ten temat, mając naturalną potrzebę podzielenia się niepowtarzalnymi wrażeniami.

Kto jedzie w Bieszczady?

Kiedyś więźniowie i zakapiory. Ludzie bez historii lub z historią tak poplątaną jak bieszczadzkie ścieżki poza szlakiem. Samotnicy, artyści, ludzie marginesu. Przyjeżdżali do pracy, do przyrody, do… wolności. Coś ich tam wzywało… Jakiś bezimienny bieszczadzki głos…
Ten sam głos wzywa nadal kolejnych ludzi, ale… jest coraz cichszy albo może raczej… coraz słabiej słyszalny. Przyciąga jednak nadal ludzi trochę innych. Trochę innych od innych. Trochę innych od reszty świata. Trochę innych po prostu. Poetów, muzyków, rzeźbiarzy, malarzy… Ludzi spragnionych przygód, spragnionych nieprzespanych nocy przegadanych z tamtejszymi ludźmi… Ludzi pogubionych w życiu, którzy chcą odnaleźć coś Bieszczadach – może sens, może siebie, może kogoś…

To prawda, że komercja – począwszy od drogich hoteli a skończywszy na kiczowatych ciupagach – próbuje zeżreć także ten ostatni (wg niektórych obok Białowieży i Biebrzy) dziki skrawek Polski. Dotrzeć w Bieszczady – to już żaden problem. Pociągi i autobusy kursują regularnie (przysłuchiwałem się rozmowie na ten temat właśnie w takim autobusie z Wetliny do Krakowa).

***
Wsiedliśmy ze znajomymi do autobusu w Wetlinie (ruszał chyba z Ustrzyk Górnych – czyli 16 km wcześniej). Mieliśmy zarezerwowane bilety. Autobus był już pełen. Kierowca poprosił, żeby osoby bez rezerwacji ustąpiły miejsca tym z rezerwacją, ale… tak się nie stało 🙂 . Do Cisnej podróżowaliśmy „na stojaka”. Chyba w Krośnie podstawiono większy autobus i wszyscy pasażerowie się przesiedli. Przede mną usiadł jeden mężczyzna koło 30 lat. Parę przystanków dalej obok niego usiadł starszy uroczy mężczyzna, w koszuli i starym szarym filcowym swetrze. Początkowo nie rozmawiali. Starszy pan jednak w końcu zaczął rozmowę.
-Ja jeżdżę w Bieszczady, bo lubię. Lubię Bieszczady.
Młodszy gość okazał się pracującym w Anglii Polakiem.
-15 albo 20 lat temu to to był wyczyn, żeby przyjechać w Bieszczady. Szkoda. Bo one teraz tracą swój urok – rzucił. I dodał:
-Chciałbym zasmakować takiej prawdziwej bieszczadzkiej kuchni. Ale nie w restauracji, tylko gdzieś jakaś starsza pani w domu żeby ugościła obiadem…

To oczywiście tylko fragmenty tej rozmowy. Panowie rozmawiali długo, głównie o Bieszczadach – ale właśnie bardziej w kategoriach „filozofii Bieszczad” niż jakiejś ich… technicznej strony. Gdy dojechaliśmy do Krakowa młodszy powiedział, że może się spotkają kiedyś na szlaku, on coś ugotuje (był kucharzem) a starszy pan zagra na gitarze. Starszy pan musiał się wzruszyć tą rozmową, bo dosłownie słyszałem, jak przełyka ślinę i z takim „przejętym” gardłem wykrztusił:
-Do zobaczenia… Jak nie na szlaku, to ja już może pana z góry zobaczę…
***

Teraz w Bieszczady przyjeżdżają studenci, buntownicy, hipsterzy, podróżnicy… Oryginały, ewenementy, ludzie szukający czegoś więcej w życiu. I wszyscy mogą czuć się tu jak w domu. (Bieszczady przypominają mi takie jedno wielkie przytulne „zadomem”. Tu coś stoi oparte, tu ktoś coś położył na chwilę, tutaj ktoś siedzi i pali fajkę, drugi gra w karty itd.)

***
Wszyscy się znają. Podwoził mnie kilka dni temu z Cisnej jeden facet, który mieszka w Bieszczadach od 11 lat. Podwoziliśmy jeszcze jednego gościa – starszy pan, nieogolony, ze zniszczoną od alkoholu twarzą. Pod nogami miał kilka butelek piwa. Gdy wysiadł, kierowca powiedział, że to jeden z ostatnich prawdziwych bieszczadzkich zakapiorów. Pije, ale nie zapija się na śmierć jak reszta, której nie ma przez to już na świecie. Po drodze na stopa złapała nas pani Asia, której mój kierowca-dobrodziej doradzał kupno skuterka a w ogóle dyskutowali o jakimś Ukraińcu – złotym chłopaku, który gdzieś tam pracuje. Wysiadłem, podziękowałem ładnie, facet zawrócił, bo podrzucił mnie i panią Asię kawałek dalej i zaraz zabierał na stopa kolejne dwie dziewczyny.
***

Za dnia widują się na szlaku, wieczorem – w różnych miejscowościach w okolicach „starego sklepu” – popijają piwo, spotykają lokalnych ciekawych ludzi, czasem nawet śpiewają piosenki – jak np. słynny „Majster Bieda” (piosenka opowiadająca o rzeczywistym facecie – Władysławie Nadopcie, który rzucił wszystko w cholerę i wyjechał w Bieszczady i mieszkał tam do śmierci bez własnego domu). Nadal można spotkać tam brodatych piwoszów, którzy Bieszczady znają jak własną kieszeń i uwielbiają snuć opowieści z nimi związane.

Co tworzy niepowtarzalny klimat Bieszczad?

Na pewno ludzie, którzy tam mieszkają i którzy tam przyjeżdżają. Ale oprócz nich działają – same Bieszczady – góry. Przepiękne Połoniny, genialne widoki z Bukowego Berda, Tarnica – najwyższy szczyt odsłaniany stopniowo przez poranne mgły, szumiące trawy dookoła Chatki Puchatka, przydrożne owocowe drzewa z opuszczonych sadów i domów, Siekierezada i inne „klasyczne” punkty Bieszczad. Nie bez powodu SDM śpiewało o Bieszczadach, nie bez powodu Stachura o nich pisał. Nie bez powodu liczni artyści przyjeżdżają akurat tam, żeby pod ich wpływem i pod wpływem alkoholu tworzyć swoje dzieła.

Ów klimat tworzy też nieodzownie towarzyszące tam każdemu wrażenie, że jest się na końcu świata. A jeśli nie na końcu świata, to przynajmniej na końcu Polski. Ma się poczucie wolności, jest się tak blisko natury (wracaliśmy z wieczornego spaceru a w naszym kierunku od strony sklepu w Wetlinie szedł lis. Tą samą stroną drogi. Spokojnie skręcił w zarośla, będąc pięć metrów od nas. Poza tym żyją tu na wolności wilki, niedźwiedzie i rysie.). Człowiek może tam odnaleźć wewnętrzny spokój, luz. Może zadumać się nad sensem życia i pięknem świata, wpatrując się w czarujące, przepyszne i niezmierzone widoki.
Mówi się, że w Bieszczadach gwiazdy jaśniej świecą, powietrze mocniej pachnie, a noc jest bardziej „mroczna”.
Bieszczady to stan umysłu. Kto raz tam pojechał, pojedzie drugi raz…

Maciej Tomaszewski

PRZECZYTAJ TEŻ:
Autostop w Bieszczadach,
PTTK – Ustrzyki Górne,
Bar „Berdo” w Wetlinie

Czekam na Wasze opinie w komentarzach 🙂

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: