28 CZERWCA 2016

Podczas naszej kilkudniowej wyprawy prowadziliśmy na zmianę „dziennik podróży”. Jego fragmenty oraz dodatkowe uwagi możecie znaleźć w tym małym sprawozdaniu z każdego dnia wędrówki głównie po Półwyspie Helskim 🙂

Z dziennika podróży

28.06.2016
Wyruszyliśmy z domu już z małą przygodą. Samochód odmówił posłuszeństwa. Prawdopodobnie padł akumulator. […] Trzeba było poprosić o pomoc naszego sąsiada. […]
W tej chwili siedzimy już na dworcu w Poznaniu. Jest 22:12. Pociąg mamy już jutro – 0:14. Na miejscu w Łebie będziemy tuż przed 8:00 rano.

WYDATKI TEGO DNIA:
bilety autobusowe Śrem-Poznań (32 zł),
ten zeszyt i długopis (3,40 zł),
klej (3 zł),
pepsi (3,70 zł)

w-pociagu

(te zdjęcia to klatki z filmu kręconego telefonem podczas naszej podróży, który niedługo znajdziecie tutaj)

w-pociagu-1

Z pamięci

Usadowiliśmy się we trójkę (ja, mój Tata i mój brat) w dworcowej poczekalni. W tej jej części siedziało tylko jeszcze kilku mężczyzn. Siedziało lub przyjmowało inne pozycje. Dwóch z nich było zwykłymi turystami, zaś reszta – to poznańscy bezdomni, którzy przyszli spędzić noc we w miarę ciepłym miejscu. Jeden pan, ubrany w marynarkę, poprawiał sobie buty. Drugi lekko oparty na swojej torbie drzemał z otwartymi ustami. Trzeci – w czerwonym dresie – spał, leżąc na swoim plecaku na dwóch krzesełkach. Nagle dało się słyszeć szybkie kroki i pojawił się strażnik z ochrony dworca.
-Wszyscy wypie****ać! – krzyknął wkurzony i podszedł do drugiego pana.
-Ja nie śpię… – powiedział mężczyzna usprawiedliwiającym tonem, w którym można było wyczuć rutynę.
Strażnik podszedł do dwóch facetów, którzy przyszli zaraz przed jego „wizytą”.
-Ty spadaj – powiedział do jednego (chyba wydał mu się nietrzeźwy).
-A ja? – zapytał drugi. Strażnik zmierzył go wzrokiem jak lekarz pacjenta albo raczej jak kupujący niewolników na targu w starożytnym Rzymie.
-Ty możesz zostać. A reszta wypie****ać!
-Ja też? – zapytał, wstając, lekko przestraszony turysta.
-Nie, nie, pan nie. Pan też nie – powiedział do drugiego. Mi rzucił tylko groźne kontrolne spojrzenie (dobrze, że się ogoliłem). Moich towarzyszy akurat nie było ze mną (chyba kupowali zeszyt i klej).
-A co? Jest źle? – zapytał pan w czerwonym dresie.
-K***a, no jest gnój! – odparł strażnik – Kaziu, ty też – dodał już łagodniejszym tonem. Ruszył dalej, a drzwi na jego drodze otworzył efektownym kopniakiem. Z racji na jego niewysoki wzrost ów kopniak i jego zdenerwowanie wyglądały trochę komicznie. Wszyscy panowie zaraz się zwinęli.
Ja wiem, że tym panom jest w życiu na pewno bardzo ciężko. Ale gdy widziałem z jaką pokorą i spokojem zabierają swoje rzeczy i wychodzą, miałem wrażenie, że są… wolni i niezależni – a przynajmniej pogodzeni z losem.

 

Maciej Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: