Czy autostop ssie? Wyznanie autostopowicza

Autostop jawi się jako kwintesencja luzu; młodości, spontaniczności, beztroski i szaleństwa. Moim zdaniem tak właśnie jest. I najczęściej właśnie tak wyglądają autostopowe opowieści po powrocie z podróży. Tym razem postanowiłem ujawnić mniej znaną stronę autostopu i pokazać, jakie ma wady.

[Proszę się nie zrażać! Wady – wadami, ale autostop i tak jest super 😀 ]

WADY AUTOSTOPU

Przekornie zacznę od wymienienia plusów podróżowania autostopem, powiem, czego mnie nauczył i jakiego rodzaju wspomnienia zapewnił mi – mam nadzieję – na starość. Bo nie da się ukryć, że autostop jest bardzo specyficznym rodzajem odysei. Ja nazywam go często nawet sportem. Dlaczego? Bo nie służy mi tylko jako środek transportu. To chyba najprostsze i najbardziej prymitywne (nie mówię, że złe) rozumienie autostopu. Bo w autostopie nie chodzi o pieniądze – a raczej o ich brak. W nim chodzi o przygodę. O adrenalinę. O poznanie drugiego człowieka. Nie znalazłem tego jeszcze w ofercie żadnego biura podróży.
Nie znalazłem także tego wszystkiego, czego sam doświadczyłem podczas autostopowych wypraw. Ich charakter polegał na tym, że były spontaniczne, wręcz „nieplanowalne”, a nawet zaczęły wymykać mi się spod kontroli. Jednego dnia bawiłem się na festiwalu muzycznym na Ukrainie, drugiego wdrapywałem na rumuńskie góry a trzeciego kąpałem w Morzu Czarnym. Wszystko po to, żeby na koniec – w środku nocy zjeść kebaba w Stambule.
No i jak ja mogę, w świetle tych wszystkich przygód, mówić, że autostop ma jakieś wady?! Myślę, że wielu autostopowiczów zna je z autopsji, zaś pozostałym z Was chciałbym je po prostu przedstawić.

1. Czas podróży

Zdarza się oczywiście złapać stopa w piętnaście sekund, ale akcja opowieści dzieje się wówczas zwykle w wakacje w Bieszczadach. I oczywiście taka opowieść ląduje natychmiast na moim podróżniczym blogu. Natomiast opisywanie wielogodzinnego stania przy drodze z kartonem nie wydaje się już tak atrakcyjne. (Kiedyś w Zagrzebiu utknąłem na cały weekend.) Stoisz. Stoisz. Stoisz i… stoisz! Uśmiechasz się do kierowców. Im dłużej cię nie zabierają, tym mniej się uśmiechasz. A im mniej się uśmiechasz, tym mniejsza jest szansa, że ktoś cię zabierze. A czas leci. Stoisz dalej. Jeśli jesteś w ładnym miejscu, to pół biedy. Możesz się rozglądać, podziwiać widoki. Jeśli jesteś w brzydkim miejscu, ale dookoła ciebie są jacyś ludzie, możesz obserwować ludzi (to może być fascynujące i bardzo pouczające zajęcie). Ale jeśli jesteś na jakimś brudnym zadupiu, na którym nie ma ani ludzi, ani widoków, a do tego nie ma samochodów…, zaczynasz czuć, jak bardzo czas ci ucieka. Aż w końcu nagle… zatrzymuje się wreszcie samochód! Nie możesz uwierzyć w swoje szczęście. Wsiadasz szczęśliwy do środka (zakładając, że kierowca jedzie w tym samym kierunku co ty) i jest pięknie. Jedziesz sobie autostopem w świat – będziesz miał co wspominać, co opowiadać, co opisywać na blogu. Aż przychodzi moment, że trzeba się pożegnać z kierowcą i okazuje się, że wysadza cię w najgorszym na świecie miejscu do łapania stopa. (Oczywiście trzeba na to uważać. Śledzić swoją lokalizację na mapie, jeśli można. Im bardziej doświadczony w stopie jesteś, tym mniej masz takich sytuacji.) Wylądowujesz np. na jeszcze gorszym zadupiu niż poprzednio albo na stacji benzynowej po złej stronie drogi albo w ogóle przy złej drodze! Kolejne cenne godziny życia poświęcasz na to, żeby się stamtąd wydostać. A AUTOBUSEM BYŁBYŚ JUŻ NA MIEJSCU!

2. Wygoda

I tutaj znowu autostop ma dwie strony medalu. Nieraz już zdarzyło mi się podróżować na stopa luksusowymi samochodami. A kierowcy, mimo moich protestów, nieraz stawiali mi coś do picia albo do jedzenia. Często jednak zdarza się tak, że warunki jazdy nie są specjalnie wygodne. Nie jechałem może jeszcze z kurą na kolanach czy chociaż koszykiem jajek, ale bywało ciasno. Bywało bardzo ciasno. Bywało tak ciasno, że miałem na kolanach mój plecak, od boku przygniatały mnie bagaże mojego kierowcy, a drzwi musiało zamykać trzech kulturystów przy moim wciągniętym brzuchu. Chodzi o to, że podróżujesz często strasznie niewygodnie. Nie zawsze trafia się samochód z klimatyzacją. Bywa duszno i gorąco. Kierowca czasem pali papierosy. Czasem po prostu w samochodzie śmierdzi. (A ja w tym momencie nie narzekam, tylko – w ramach ukazywania ciemnej strony autostopu – muszę po prostu wspomnieć i o tym.) Gdy złapie się na stopa ciężarówkę w dwie osoby, to jedna musi siedzieć na środku. Co w tym uciążliwego? A no to, że na środku nie ma fotela. Trzeba siedzieć tyłkiem na pryczy kierowcy; w uda wciska ci się krawędź łóżka. A najgorzej jest, kiedy otwarte jest również górne łóżko, bo wtedy musisz być dodatkowo zgarbiony.

3. Bezpieczeństwo

Cóż… Jeśli o mnie chodzi, to nigdy nie miałem żadnej niebezpiecznej sytuacji z kierowcą. Mam na myśli, że nikt nie próbował mnie okraść, zgwałcić ani zabić. Bo groźne sytuacje „drogowe” się oczywiście zdarzyły. I jest to z pewnością wada autostopu, że nie zna się osoby, z którą będzie się podróżować – kierowcy; jego umiejętności prowadzenia pojazdu czy poziomu zamiłowania do brawury. Ale powiedzmy, że wypadki zdarzają się nie tylko piratom drogowym. W takim ujęciu autostop nie jest dużo groźniejszy od jazdy ze znaną sobie osobą. Niebezpieczeństwo może czaić się gdzie indziej. I narażone są na nie jednak głównie dziewczyny. Słyszałem już o tym, że kierowca kładł jednej mojej koleżance rękę na kolano. Na szczęście nigdy nie słyszałem o niczym gorszym, ale… Uważam, że dziewczyny powinny się dwa razy zastanowić, zanim zdecydują się na samotną podróż stopem. A przynajmniej zaopatrzyć w gaz pieprzowy. Kurczę… Z drugiej strony nie można popadać w paranoję. Co by nie mówić jest to z pewnością poważny minus stopowania.

4. Nocleg

No i jak zawsze – zdarza się tak, że ktoś zaprosi cię do siebie na noc, użyczy własnego łóżka i jeszcze pożyczy ręczniczek, żebyś mógł wziąć prysznic. Czasem decydujesz się na nocleg w hostelu. Ale czasami bywa niefajnie. Przede wszystkim towarzyszy ci ciągle ta przeklęta niepewność. Nie wiesz, gdzie spędzisz noc. Nie wiesz, czy znajdziesz ciepłe miejsce. Nie wiesz czy znajdziesz bezpieczne miejsce, do którego w nocy nie przyjdą dzikie psy ani podejrzani faceci. Nie wiesz, czy w ogóle rozbijesz namiot, czy przyjdzie ci spać na jakimś dworcu albo ławce. Z czasem zaczynasz się przyzwyczajać, ale i tak masz czujny sen. Śpisz w absolutnie obcych miejscach, wśród absolutnie obcych ludzi. O tym, że zazwyczaj, choćbyś, nie wiem jak, sprawdzał i wyrównywał teren pod namiotem, i tak coś zacznie wbijać ci się w nocy w plecy, nie warto nawet wspominać… Oczywiście później wrzucasz fotkę na fejsa albo na bloga i rozpływasz się w zachwytach nad tym, w jakim to cudownym miejscu udało ci się spędzić właśnie noc.

5. Higiena

Za Jasiem Fasolą mogę śmiało powtórzyć: „Odpowiedź brzmi… Cóż…”. Hmmm… Nie pamiętam, ile najdłużej zdarzyło mi się nie myć w autostopowej podróży. Nie żebym się tym chwalił czy szczycił. Na pewno 2 dni się zdarzyły… Czy trzy? Nie pamiętam. W podróży z namiotem jest to zdecydowanie problematyczna kwestia. Bo nie jesteś w stanie zawsze znaleźć miejsca, w którym będziesz mógł się wykąpać. Jest dobrze, jeśli znajdziesz dogodne jezioro albo rzekę (jeśli jest w miarę ciepło). Gorzej, gdy stopujesz dwa dni z rzędu, z noclegiem w lesie, a za prysznic służą ci jedynie wilgotne chusteczki i dezodorant. Stąd czasem konieczne jest zatrzymanie się w jakimś hostelu. I wcale nie chodzi o spanie w wygodnym łóżku, tylko właśnie o wzięcie półgodzinnego gorącego prysznica. Gdyby to dotyczyło podróżowania pieszo, rowerem, czy nawet (swoim) samochodem, to nie byłoby tak dużym problemem. Gdy wędrujesz na piechotę – śmierdzisz sobie – sam sobie. Gdy jedziesz na rowerze, to może nawet nieźle cię „przewietrza”. A gdy mkniesz swoim własnym samochodem, to kto ci zabroni wydzielać zapach, na jaki „masz ochotę”. Z resztą zawsze możesz liczyć na niezawodną choinkę zapachową. W momencie, kiedy decyduję się podróżować dzięki uprzejmości innych ludzi, głupio jest pakować im się śmierdzącym do auta. Byłoby to naprawdę chamstwo i honorowy autostopowicz nie powinien sobie na to pozwolić.

6. Podróżowanie z kimś

Poważną zaletą podróżowania z kimś jest to, że jest ci dużo raźniej. Nigdy nie zostajesz porzucony samemu na pastwę losu pośrodku niczego. Masz do kogo się odezwać. A w ogóle to przyjemnie jest dzielić z kimś swoje radości (jak i smutki, tak sądzę) i przeżywać niesamowite przygody. Dość plusów. Pora na minusy.
Wiele razy w życiu podróżowałem na stopa z drugą osobą. Większości z tych podróży nie opisałem na blogu. I to nie jest tak, że zarzuty są tutaj jednostronne, a ja sam jestem bez grzechu. To samo mogliby napisać moi współtowarzysze. Jakie wady ma stopowanie z kimś? Po pierwsze: marudzenie. Występuję zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z niedoświadczonym autostopowiczem. Marudzi np., że stoicie w nieodpowiednim do łapania miejscu (chociaż ty wiesz, że jest odpowiednie, bo jesteś bardziej otrzaskany w stopie). Marudzi i koniecznie chce ruszać dalej w poszukiwaniu lepszej miejscówki (chociaż ty widzisz już swoim wprawnym okiem, że droga raczej znacznie się nie zmieni przez najbliższych kilka kilometrów). Marudzi po dwudziestu minutach stopowania, że zostaniecie tam już na zawsze, a w ogóle to mogliście wsiąść do tego kierowcy, który pięć minut temu proponował podwózkę 0,5 km dalej… Po drugie: odpowiedzialność. Nie jesteś już wolnym duchem, który wszystko może mieć gdzieś. Musisz się zaopiekować tą drugą osobą. Ona tobą też. Musisz zrozumieć, że może mieć trudniejsze chwile. Nie walczysz już wtedy tylko ze swoimi słabościami, ale też swojego współtowarzysza. Aż w pewnym momencie czujesz, że twoja cierpliwość niebezpiecznie zbliża się do granicy.
A po długiej (albo nawet i krótkiej, ale intensywnej) wspólnej podróży stopem, trzeba od siebie odpocząć… Uwielbiam wszystkie moje współtowarzyszki i współtowarzyszy ze stopa, naprawdę są świetnymi osobami, mógłbym teraz każdemu z nich przygotować laurkę, ale po spędzaniu ze sobą czasu 24 godziny na dobę przez dłuższy (albo i krótszy, ale intensywny) czas, trzeba sobie zrobić przerwę od siebie. Jest to minus wspólnego stopowania. Po tygodniu czy dwóch niewidzenia spotykacie się w końcu razem na piwie i wspominacie swoją podróż – trudne i łatwe momenty (i z tych i z tych możecie się już teraz śmiało śmiać), piękne widoki i szczura na kupie śmieci pięć metrów od waszego namiotu, piękne przygody i wieczory, gdy psy prawie was zagryzły. A żeby nie było zbyt pesymistycznie, dodam, że te autostopowe podróże odbywa się m. in. właśnie dla takich momentów. Dla momentów, w których można je śmiało wspominać, zapominając, że autostop ma jakieś wady i wznosić za to toasty.

7. Powrót i po powrocie

Powrót – w sensie wejście rano do domu, zmęczonym, acz szczęśliwym – jest świetne. Jest romantyczne. Jest najlepsze. Po pierwsze ludzie, których kochasz, po drugie miejsce, które kochasz, po trzecie własny kibel. Ale powrót – w sensie wracanie – jest taki sobie. Nie jesteś już taki podjarany jak na początku. Zależy ci tylko na tym, żeby szybko znaleźć się w domu, a nie, żeby przeżywać jeszcze jakieś przygody. Już nawet na poznawaniu „fajnych” ludzi przestaje ci bardzo zależeć. Chodzi mi o to, że powrót jest raczej „szary”.
A po powrocie? Do domu, do szkoły, do pracy – do rzeczywistości. Po pierwsze ciągle przyłapujesz się na tym, że idąc chodnikiem, obserwujesz uważnie rejestracje samochodów… Niestety często nabywa się takie autostopowe zboczenie. Oprócz tego musisz przygotować się na reakcje ludzi na twoją podróż. Oczywiście, że wiele z nich jest pozytywnych. Moi znajomi pytają mnie, jak było, chcą, żebym opowiedział im jakąś historię z podróży, są zaciekawieni, podjarani i otwarci. Jednak najczęstsze reakcje, z jakimi się spotykam to głębokie niezrozumienie dla tego, co robię. Najczęściej słyszę:
1) Nie boisz się tak podróżować?
2) Ja to bym się bał/a…
3) Podziwiam.
4) A gdzie się myjesz?
5) A jak nikt ci się nie zatrzyma?

Podsumowując, chcę powiedzieć, że autostop wcale nie ssie. Autostop jest świetną przygodą, a tytuł artykułu jest „artystyczną prowokacją”. Owszem autostop ma wady, ale w obliczu jego licznych zalet, które starałem się krótko nakreślić w kontrze do każdego „ale”, można o nich śmiało zapomnieć. Poza tym owe wady, moim zdaniem,  są nieodłączną cechą autostopu i bez nich straciłby on wiele ze swego uroku. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłem. Zachęcam wszystkich do podróżowania autostopem! Róbmy społeczeństwo bardziej otwartym i ufnym. Będzie super! Pozdrawiam serdecznie 😀

I zapraszam do dyskusji 😉

Maciek Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: