DZIKIE TORY

— PODRÓŻE PO POLSCE —

Na odcinku torów kolejowych Śrem – Książ Wielkopolski można spotkać różne zwierzęta (sarny, łabędzie, żurawie). Można też nazrywać owoców na kompot (jabłka, wiśnie, gruszki). Nie można tylko zobaczyć pociągu…(nawet „byle jakiego”).

Stanęliśmy rano przy brudnym – chyba niegdyś zielonym – budynku. Był to kiedyś przystanek kolejowy – Śrem Odlewnia. Obecnie siedzibę ma tu jedno ze śremskich przedsiębiorstw.

Naszym zamiarem było przejście, nieczynną już dziś, linią kolejową do Książa Wielkopolskiego. Chwilę przed naszym wyruszeniem w trasę spod wspomnianego budynku odjechał biały samochód z logo PKP, które zauważyliśmy dopiero wtedy. Szkoda… Rzadki widok. Okazuje się jednak, że właściciel torów nie zapomniał zupełnie o swojej nieruchomości.

Kompot

„Wystartowaliśmy” około godziny 10:30, kiedy już rosa wyparowała z traw i chwastów porastających tory. Upał niemiłosierny. Krótkie spodnie wydawały się więc najlepszym rozwiązaniem… Z początku, kiedy szyny dało się jeszcze bez problemu dostrzec wśród traw, wierzyliśmy, że dobór ciuchów był odpowiedni. Nie trzeba było długo czekać, żeby się przekonać, że nie jest tak do końca. Już kawałek za Odlewnią różne roślinki (pokrzywy i jeżyny – to tylko nieliczne z nich) zaczęły drapać, haczyć, parzyć i „ciąć” nasze nogi. Swoją drogą nie spodziewaliśmy się aż takiej różnorodności w „przytorowej” florze. Jabłonie, wiśnie, grusze, „mirabelki” i nawet czereśnie. Jesienią – na tory – i kompocik gotowy.

Jak dotąd plotki, jakoby szyny od Śremu były rozebrane, się nie sprawdziły. Zostały za to przyozdobione w różne… śmieci. Nie byliśmy zatem pierwszymi, którzy tam dotarli. Wędrując dalej i pokonując kawałki, raz łatwiejsze: wysokie trawy i drobne krzewy, raz trudniejsze: kolczaste, gęste zarośla i drzewa, doszliśmy do Borgowa. Zapas wody powoli się kurczył. Słońce grzało. Niebo prawie bezchmurne.

 

Tunel bez wody

Pod Wieszczyczynem młoda sarna spokojnie przeżuwała trawę na łące. Znajdowała się dość daleko od zabudowań. Nie spodziewała się, żeby ktoś tu ją podszedł i przeszkodził w posiłku. (Później podobnie udało nam się, niezauważonymi, podejść czyszczącego sobie piórka łabędzia. Raz, jakieś 10 metrów przed nami, wyskoczył rogacz, który wylegiwał się w zbożu.) Sarna uciekła dopiero, gdy wyszliśmy zza drzew na odkrytą przestrzeń. Poszliśmy w kierunku, gdzie zniknęła w zaroślach. Tam też znaleźliśmy rów… bez wody. Suche dni dały o sobie znać. Rów biegł do małego kanaliku pod linią kolejową. Wydaje się nam, że nasza sarenka uciekła właśnie tamtędy. Po drugiej stronie znaleźliśmy wyraźne ślady racic. O dziwo, przejście pod nasypem kolejowym okazało się łatwe i przyjemne. Łatwe, bo tunel nie był w ogóle zarośnięty przez chwasty; przyjemne, bo w środku było chłodno i przewiewnie. Siedząc tam miało się świadomość, że jeszcze 20 lat temu nad naszymi głowami przejeżdżałyby setki pasażerów, np. ze Śremu do Jarocina. Linię Czempiń-Śrem-Jarocin zamknięto bowiem w 1995 roku. Od tamtego czasu tory w niektórych miejscach stały się zupełnie niewidoczne i niedostępne. Chwilami musieliśmy iść tylko wzdłuż torów, droga  po samej linii byłaby możliwa jedynie z maczetą w ręku – a tej ze sobą nie zabraliśmy. Już po godzinie wędrówki zaczynaliśmy marzyć o prysznicu. Przedzieraliśmy się w upale. Do butów i skarpet przyczepiały się jakieś małe rzepki i kłujące nasiona traw. Mówiłem o kończącej się wodzie… Nastąpił w końcu ten moment. Woda się skończyła. Co zrobić? Na mapie za dużo sklepów w pobliżu nie widać. Rów wyschnięty. Oazy nigdzie nie ma. Na szczęście wodą poczęstowano nas po drodze w kilku domach. Ludzie patrzyli na nas z życzliwym zdziwieniem.

 

Znikające tory (?)

Było późne popołudnie, kiedy zmęczenie poważnie zaczęło dawać o sobie znać. Jak dotąd nie widzieliśmy nigdzie brakujących szyn. I moglibyśmy prawie z pewnością stwierdzić, że tory nigdzie od Śremu do Książa Wlkp. nie są rozebrane – gdyby nie nieliczne relacje świadków. Pewien mieszkaniec Jarosławek zapewniał nas, że tory w tamtej okolicy są rozkradane. „Jest tak, że z szyn są powycinane fragmenty konkretnej długości, 110 cm na przykład – na nadproże ktoś sobie weźmie. Chociaż część idzie z tym po prostu na złom. No i ktoś to musi kupować” – twierdził.

Kilka domów, kobiety w fartuchach kuchennych, mężczyźni spokojnie gawędzący przy płocie. Z tej wioski szliśmy już jakiś czas polno-kamienistą drogą. Najbliższy sklep w Konarzycach – kilka kilometrów dalej. Droga się dłużyła. Szliśmy tak koło 2, może 3 kilometrów. Szukaliśmy już miejsca na nocleg. Na Dzikim Zachodzie spało się podobno na torach kolejowych. Jednak perspektywa snu w pokrzywach nie przypadła nam bardzo do gustu. Mimo zbliżającego się wieczora słońce nie odpuszczało. Ostatecznie rozbiliśmy namiot tuż przy torach w okolicy Konarskiego. Na kolację zjedliśmy kanapki, kabanosy i jajka kupione w Feliksowie. Dobrze smakowały ugotowane na kieszonkowej maszynce turystycznej, przyprawione… zmęczeniem i świeżym powietrzem. Polna droga, dookoła pola. Ruch i tak okazał się większy, niż przypuszczaliśmy. Do wieczora i przez całą noc obok nas przejechało może jakieś 5 pojazdów. Mimo zmęczenia nie dało się długo zasnąć. Podobno tego lata w Polsce jest mniej komarów niż zwykle, choć w naszym namiocie naliczyliśmy ich następnego dnia 12.

 

Podróż do przeszłości

Człowiek czuł się wolny, gdy rano, w samych gaciach wyszedł z namiotu rozbitego przy polnej drodze, najpierw na trawę, później na piach i wysikał się w krzakach po drugiej stronie gościńca. Na bosaka, bez pośpiechu, w porannym słońcu. No, bez tego słońca też byłoby przyjemnie! Śniadanie zjedliśmy koło godziny 9.00 – w cieniu pokrzyw porastających tory. Dojadając resztki zapasów, jakie nam zostały, myśleliśmy o torach, które spokojnie spoczywały w chwastach obok. Jak to musiało wyglądać kiedyś? Linię otwarto już w 1906 roku! Nie powiem, że miało się wrażenie, że z pokrzyw wyjedzie zaraz pociąg i usłyszy się kierownika pociągu, który ostrzega czekających na przystanku ludzi. Niemniej człowieka nachodziła nostalgia, gdy wyobrażał sobie, że 300 metrów dalej stała kiedyś mała blaszana buda, która była przystankiem „KONARSKIE”. Pociąg jechał, ludzie wsiadali, wysiadali, chodzili tędy, gdzie teraz my siedzimy i jemy śniadanie albo gdzie teraz rosną wysokie drzewa. „Proszę wsiadać, drzwi zamykać!” – ten okrzyk rozlegał się tu już 100 lat temu, ale także 50 i 20. Tory zbudowane jeszcze przed pierwszą wojną światową. Tych samych szyn dotykali spoceni spaleni od słońca mężczyźni, którzy budowali te tory, używając jedynie taczek, łopat, a także zapewne innych równie prostych narzędzi, i… my w 2015 roku.

Dalsza droga do Książa Wielkopolskiego w porównaniu do trasy pokonanej wczoraj była krótsza i łatwiejsza. Motywowała nas możliwość kupna zimnego gazowanego napoju i lodów na rynku w tym małym wielkopolskim miasteczku z wielkomiejską fontanną.

Po 1989 roku w Polsce zamknięto, wg naszych obliczeń, dużo ponad 1157 km kolejowych torów! Nie napawał optymizmem widok „zaniedbanej” (i to mało powiedziane!), częściowo zniszczonej trasy kolejowej… Do Książa doszliśmy niemal dokładnie w południe. I niedaleko stacji KSIĄŻ WIELKOPOLSKI spotkaliśmy… użytkowniczki torów! Niestety – nie były zbyt ładne, raczej krępej budowy i gdakały… Kury. I miały szczęście, że nie byliśmy głodni!

Stacja w Książu okazała się być zamieszkała (w przeciwieństwie np. do stacji w Wieszczyczynie). Jeden z mieszkańców powiedział nam, że mieszka tam były pracownik PKP, „ma teraz jakąś pracę w Gostyniu”, ale więcej nie potrafił nam powiedzieć. Obok stał niewielki budynek, obecnie służący chyba za „składzik gospodarczy”, choć napis sprzed lat informował nas, że to „Ustęp dla kobiet”.

Podczas marszu torami kręciliśmy również amatorską kamerą film dokumentalny, który opowie o opuszczonych i zapomnianych torach na odcinku Śrem – Książ Wielkopolski.

Po tej wędrówce zamarzyło nam się kilka zmian. Dobrze by było, gdyby tory oczyścić z „chwastów” (!), uruchomić linię na nowo, sprawić, by jedynym użytkownikiem torów kolejowych nie był drób, a z ustępu dla kobiet mogły korzystać jeszcze kiedyś pasażerki pociągów!

 

[Reportaż ukazał się w „Kurierze Poznańskim”]

 

zdjęcia: A. Tomaszewski,
B. Tomaszewski

tekst: M. Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: