Hagia Sophia. Czy Salomona zżera zazdrość?

Hagia Sophia została wzniesiona prawie 1500 lat temu. Legenda głosi, że cesarz Justynian Wielki, dokonując jej otwarcia, krzyknął: „Salomonie, przewyższyłem Cię!”

Czy bizantyński cesarz rzeczywiście miał powody, żeby się tak chełpić swoim dziełem w 537 roku? Przekonałem się o tym niedawno na własne oczy. Patrzyłem jednak już na nieco inną świątynię, niż ta, którą oglądał Justynian i jego konstantynopolitańscy poddani. Przede wszystkim obecnie jest ona bogatsza o cztery minarety (minaret to wysoka wieża stawiana przy meczecie, z której muezin – w charakterystyczny sposób – nawołuje muzułmanów na modlitwę). Wprawdzie została wybudowana jako chrześcijański kościół, ale po zdobyciu Konstantynopola przez Turków w 1453 roku natychmiast została przekształcona w meczet (ciekawostka: Hagia Sophia funkcję kościoła pełniła przez prawie tysiąc lat – dokładnie 916, zaś funkcję meczetu przez prawie pięćset lat – dokładnie 481. Bowiem w 1934 roku została zmieniona w muzeum.). Przez wielu historyków sztuki (i nie tylko przez nich) uważana jest za największe i najwspanialsze dzieło architektury pierwszego tysiąclecia naszej ery.
Zatrzymałem się z wrażenia, gdy pierwszy raz zobaczyłem Hagię Sophię – czyli kościół Mądrości Bożej. Było późne popołudnie, gdy dotarliśmy autostopem do Stambułu (całą podróż możecie prześledzić tutaj). Musiała minąć chwila, zanim dotarło do mnie, że patrzę właśnie na jeden z najpiękniejszych i najważniejszych symboli potęgi wschodniej części cesarstwa rzymskiego.

Mój historyczny instynkt kazał mi sobie wyobrazić, co czuli i co myśleli ludzie stojący w tym samym miejscu co ja, ale, powiedzmy, tysiąc lat temu. Niesamowite uczucie. Promienie zachodzącego słońca oświetlały perłę Konstantynopola, gdy dotarliśmy do niego po niemal miesiącu podróży. W połyskującej Hagii Sophii „uosabiał” się nasz upragniony cel. Zawinęliśmy się do hostelu, odświeżyliśmy nieco, zostawiliśmy bagaże i ruszyliśmy zachwycać się nocnym Stambułem. Mam w związku z tym poważny dylemat. Hagia Sophia za dnia była piękna. Lecz w nocy… po prostu mnie przytłoczyła.

Następnego dnia obejrzeliśmy ją już nie tylko z zewnątrz, ale też od środka. Moim zdaniem warto wydać te 40 lir (czyli, wg kursu z września 2018, ok. 27,47 zł), żeby zobaczyć wnętrze jednej z najwspanialszych (ciekawostka: wiecie, że niektóre słowniki wyrazów bliskoznacznych jako synonim słów takich jak wspaniały/bogaty/okazały podają „bizantyjski”?! Ha!? Znikąd się to nie wzięło.) budowli wzniesionych w I tysiącleciu naszej ery. Warto zobaczyć, choć przyznaję, zrobiło na mnie mocne, acz niejednoznaczne wrażenie. Po splendorze, jakim niegdyś Hagia Sophia ociekała, zachowały się wyraźne ślady; pozostałości dawnej chwały… Od wejścia uderzył mnie cały ciężar historii. (Mam nadzieję, że za bardzo teraz nie odlatuję.) Zobaczyłem potężne wnętrze głównej „nawy”. Nie wiedziałem, na co po kolei patrzeć: posadzka, sufit, kolumny… Magii chwili dodały wpadające przez wysoko umieszczone okna promienie słoneczne. Cały czas wyobrażałem sobie majestatycznie kroczącego cesarza z orszakiem, zdążającego na jakąś liturgię lub ceremonię. W takich miejscach, tzn. gdzie unosi się duch przeszłości, przychodzi to człowiekowi stosunkowo łatwo.
A teraz dosyć tej poezji. Przechodzimy do konkretów. W Hagii Sophii zachowało się wiele elementów związanych zarówno z chrześcijaństwem, jak i z islamem. Mogliśmy dzięki temu podziwiać pozostałości wybitnych mozaik przedstawiających Jezusa, Maryję, aniołów, świętych i… cesarzy, oczywiście!

MOZAIKI to jeden z większych atutów tej świątyni. Są absolutnie genialne i majestatyczne. Myślę, że doskonale oddają ducha epok(i) i ówczesny sposób myślenia o Bogu. Duże wrażenie robią także klatki „schodowe” (tylko, że właśnie są bez schodów). Są raczej ciasne, do tego bardzo długo się ciągną, a zaopatrzone są jedynie w niewielkie „zamglone” okienka. Wyjście z nich zdecydowanie pozwala odetchnąć głębiej.

W ogóle wielkość Hagii Sophii widać naprawdę dopiero od środka. Z zewnątrz, jeśli chodzi o jej rozmiary, nie jest tak spektakularna – dla nas – ludzi XXI wieku. Co mnie zasmuciło, to fakt, że wewnątrz można uświadczyć gołębie, koty, a nawet japońskich turystów (żart…). Jestem pewien, że można i trzeba dużo staranniej zadbać o to dziedzictwo ludzkości.

Niestety nie mam porównania do jerozolimskiej świątyni Salomona, więc nie podejmę się rozstrzygnięcia, czy Justynian Wielki rzeczywiście zawstydził króla Izraela. Niemniej jednak gorąco polecam zobaczyć Hagię Sophię. Zwłaszcza w nocy, gdy na ulicach jest już pusto i spokojnie można oddać się refleksji.

 

[Za zdjęcia bardzo dziękuję Maćkowi 😉 ]

Maciek Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: