Jak nie dać się okraść w podróży?

— PORADNIK —

[zawiera wskazówki raczej uniwersalne
– nie zaś przeznaczone wyłącznie dla konkretnej formy podróżowania]

Jako podróżnicy jesteśmy narażeni na bycie okradzionym. Niestety jako osoby obce w danym miejscu możemy być stosunkowo łatwym łupem dla różnej maści kieszonkowców. Jak się przed nimi zabezpieczać? Oto podstawowe zasady bezpieczeństwa, których staram się przestrzegać w podróży.

1. Zdrowy rozsądek (Kochaj zachowuj zdrowy rozsądek… i rób co chcesz!)

2. Cała reszta

Przede wszystkim musimy uważać w zatłoczonych miejscach. To bowiem wymarzona okoliczność dla drobnych złodziejaszków. W tłumie niemal cały czas ktoś nas dotyka, więc jedno „muśnięcie” więcej nie zrobi nam różnicy – tzn. prawdopodobnie w ogóle go nie zarejestrujemy. Żeby zminimalizować ryzyko bycia okradzionym w tłumie, warto co kilka minut upewniać się, że wszystko jest na swoim miejscu. Trzeba być po prostu czujnym. Jeśli w porę dostrzeżemy niepożądaną rękę wyciągniętą chciwie w naszym kierunku, będziemy mogli uniknąć przykrych skutków tzw. „chwili nieuwagi”.

[turystyczne i zatłoczone miejsca to prawdziwy raj dla kieszonkowców]

Paradoksalnie nieprzyjemna sytuacja może zdarzyć się też w warunkach zupełnie odwrotnych – czyli w miejscach pustych i raczej odosobnionych – nieturystycznych. (Lepiej się tam nie zapuszczać – zwłaszcza samemu i zwłaszcza bogato ubranym. I choć popisywanie się nie jest wskazane, to jednak warto być lub chociaż sprawiać wrażenie pewnego siebie. Nie chcemy przecież wydać się potencjalnemu złodziejowi zagubioną owieczką.) Częściej zdarza się to chyba jednak w krajach bardzo biednych, przez co – niebezpiecznych. (Wówczas może się okazać, że przyda się nam gaz pieprzowy, którym unieszkodliwimy napastnika. Uwaga: nawet w sytuacji bardzo stresującej należy zachować zimną krew i pamiętać, by nigdy nie rozpylać gazu pieprzowego pod wiatr…) Często możemy dowiedzieć o się o miejscach, które warto omijać szerokim łukiem od tubylców. To zwykle dużo cenniejsze informacje niż ewentualne ostrzeżenia w przewodnikach turystycznych. Oczywiście zbytnia ufność jest niewskazana.

Druga sprawa warta uwagi, to „zawsze trzymaj wszystko przy sobie”. (Przy sobie – wcale nie znaczy w jednym miejscu.) Nie rozstawajmy się ani na moment z naszym portfelem, z naszymi dokumentami, z naszym telefonem i z naszym aparatem (lub z lekarstwami). Czasami wystarczy – przez nieuwagę – położyć telefon na stoliku, schylić się, żeby zawiązać but albo odłożyć aparat na murek. Osobiście staram się zawsze w podróży pilnować i nie rozstawać się z moim podręcznym plecakiem do tego stopnia, że bardzo często na zdjęciach ze mną – kiedy je potem oglądam – jest on cichym bohaterem drugiego planu.

[często duży plecak można gdzieś zostawić, np. hostel, punkt informacji turystycznej itd., a zwiedzać tylko z małym]

(Czasami aż sam jestem zaskoczony!) Od czasu do czasu poklepuję się także po kieszeniach lub po prostu otwieram plecak i sprawdzam, czy wszystko jest na swoim miejscu. Nie radzę także zostawiać cennych rzeczy w hotelu (chyba, że w naprawdę ekskluzywnych i renomowanych – zazwyczaj w takich nie goszczę, więc to raczej moje wyobrażenie o ich standardzie), a już z pewnością – w hostelu. Nie można oczywiście popadać w paranoję. Warto jednak czasem skorzystać z mądrości narodu, a naród – w przysłowiu – mówi: „okazja czyni złodzieja”. Nie czyńmy więc złodziei.

Skoro już mowa o plecaku… W zatłoczonych miejscach noszę go na brzuchu, a nie na plecach. Dodatkowo staram się najcenniejsze rzeczy poupychać w jego wewnętrznych kieszeniach – tak, aby dostęp do nich był maksymalnie utrudniony. Wewnętrzne kieszenie – kluczem do sukcesu! Są jeszcze dwa ciekawe „patenty”. Nie przepadam za nim specjalnie – ze względów estetycznych, ale jak najbardziej doceniam – ze względów praktycznych. A mianowicie: saszetka na szyję – zwana czasem „paszportówką”.

[w „paszportówce” warto przechowywać… paszport]

Możemy tam umieścić np. pieniądze (ale nie wszystkie – część z nich trzymajmy w plecaku, część w bucie – jak kto woli), dokumenty albo telefon. Przydatna sprawa. Trudno zgubić, trudno być z niej okradzionym. Niektórzy preferują noszenie jej pod koszulką – wówczas tym bardziej daje o sobie cały czas znać oraz nie rzuca się w oczy. Podobnym rozwiązaniem jest tzw. nerka. Moim zdaniem najlepiej nosić ją w pasie, na wszelki wypadek jednak umieszczając ją także choć w części w spodniach (aby zabezpieczyć się przed ewentualną „awarią” paska). *W ekstremalnych przypadkach koniecznym może okazać się przełożenie nerki na pasku wysoko – na klatce piersiowej – pod koszulką. Poznany przeze mnie w Stambule autostopowicz z Jordanii opowiadał mi o swojej wizycie w Brazylii, gdzie napadli na niego bandyci. Wyraźnie doświadczeni w okradaniu turystów kazali mu podwinąć koszulkę do góry, gdyż spodziewali się na brzuchu zobaczyć „nerkę”. Na szczęście miał ją odpowiednio wysoko – tak, że jej nie dostrzegli.

PRZECZYTAJ TEŻ: Noc na plaży

 

Nie muszę dodawać, że lepiej nie trzymać portfela czy telefonu w tylnej kieszeni spodni. A co z aparatem fotograficznym? Spieszę z pomocą: sposób pt. „zepsuty aparat”. Wielu podróżników okleja go taśmą klejącą (żółtą albo czarną), tak by wydawał się popsuty, a przynajmniej w nie najlepszym stanie. Może to zmniejszyć apetyt ewentualnych złodziejaszków na nasz sprzęt. Gdyby ktoś zaczął mu się uważnie przyglądać lub nawet nas o niego wypytywać, warto – bez większego podniecenia – odpowiedzieć, że to tanie, chińskie i kiepskie urządzenie. Ostrożności nigdy za wiele, stąd rozsądniej jest nie ujawniać drogich sprzętów.

Z racji, że chyba najczęściej podróżuję z namiotem, skupiam się głównie na tym sposobie wędrowania. Zatem gdy już rozbijemy nasze obozowisko danej nocy, także trzeba przestrzegać pewnych „zasad bezpieczeństwa”. Nietrudno sobie bowiem wyobrazić, że w czasie snu, jesteśmy nieco łatwiejszym celem dla złodzieja, niż za dnia. W związku z tym, gdy śpię w podróży, staram się mieć najważniejsze rzeczy sprytnie i głęboko schowane.

[podróżując w dwie osoby z namiotem, można wyznaczyć warty nocne…, ale i tak nic później z tego nie wychodzi]

Gdy śpię w śpiworze, zwykle moje skarby wsadzam na samo jego dno lub przynajmniej w okolice kolan. Najistotniejsze jest to, aby najważniejszych rzeczy nie dało się łatwo sięgnąć – tzn. żeby nie znajdowały się tuż przy wejściu do namiotu.

Na wszelki wypadek przed podróżą warto też sprawdzić i zapisać sobie numery obowiązujące w danym kraju – na policję (lub mieć w pamięci po prostu 112 – w UE) i – ewentualnie – ambasady.

 

Mam nadzieję, że te moje wszystkie porady się Wam przydadzą
i nigdy nikt Was w podróży nie okradnie.

Jakie jeszcze macie patenty na zabezpieczenie się przed złodziejami w podróży? 😀

Maciek Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: