Jak znaleźć nocleg na dziko (na autostopie)?

— PORADNIK —

Spanie na dziko… Moim zdaniem brzmi naprawdę fajnie. Czuć w tym tego ducha przygody i antysystemowości. Okazuje się jednak, że nawet do spania na dziko warto się przygotować.

Jestem w stanie sobie wyobrazić, że nie każdego pociąga perspektywa spędzenia nocy w obcym, nieznanym i dzikim miejscu. Nie ma w tym nic złego. Wydaje mi się jednak, że im dłużej zwlekamy z decyzją o wakacjach w tego typu „ekstremalnym” klimacie, tym trudniej jest nam ją podjąć. W związku z tym punktem wyjścia do znalezienia odpowiedniego miejsca na nocleg na dziko, jest – chęć znalezienia miejsca na nocleg na dziko. Bez tego się nie obejdzie. Jasne, że nocleg na dziko ma różne oblicza. Sprawa wyglądaj trochę inaczej, gdy podróżuje się własnym samochodem, pociągiem, pieszo, czy autostopem. (Największe doświadczenie mam w ostatniej kategorii.)

[Dominik powiedział, żebyśmy ustawili się jak takie trzy łebki, to wyjdzie fajne zdjęcie…]

O paru rzeczach trzeba jednak pamiętać zawsze. Po pierwsze… nigdy nie mów o podziemnym kręgu… Wróć! To nie ten artykuł! A więc po pierwsze – zdrowy rozsądek. Ale nie sam! W raz z nim ex aequo na pierwszym miejscu – luz w gaciach. No! To skoro podstawy mamy już za sobą, czas na konkrety.

Już parę razy znajomi pytali mnie, skąd wiem, gdzie spać podczas autostopowej podróży. Aż mnie to zaskoczyło. Skąd wiem…? W sumie na samym początku mojej autostopowej „kariery” faktycznie nie wiedziałem. Szukałem po prostu miejsca na namiot, w którym będę się czuł względnie bezpiecznie, tzn. nie na widoku. To, wg mnie, jedno z najważniejszych kryteriów, jakie należy wziąć pod uwagę przy ocenianiu wartości potencjalnego miejsca na „dziki nocleg”. Zwykle – pod warunkiem, że nie znajdowałem się w centrum wielkiego miasta (*chociaż w Pradze udało się nam rozbić namiot w parku)  – dosyć łatwo przychodziło mi znalezienie takiego miejsca. (Z czasem przestało mnie satysfakcjonować tylko to, że jestem względnie bezpieczny. Zacząłem szukać miejsc bardziej finezyjnych. Ale o tym za chwilkę.) Nie na widoku, czyli poza zasięgiem ludzkiego wzroku. Nie znaczy to jednak, że trzeba oddalać się od cywilizacji tak daleko, by od najbliższych zabudowań i ludzkich osad dzieliło nas przynajmniej kilka kilometrów. Nie, nie, nie. Wystarczy, że miejsce naszego noclegu będzie nieuczęszczane bądź bardzo mało uczęszczane. Chodzi po prostu o to, żeby się schować. W moim wypadku czasami były to jakieś zarośla na obrzeżach miasta, czasami trawnik za stacją benzynową (!), czasami pole.

[zdjęcie zrobione podczas Wyścigu Autostopem – spotkanie z innymi autostopowiczami na trasie i wspólny nocleg za stacją benzynową]

Najczęściej podróżuję z namiotem, stąd przy wyborze miejsca, muszę uwzględniać także ukształtowanie terenu (mam na myśli – w skali mikro). Pod namiotem musi być płasko. (Nie mamy takiego problemu, gdy podróżujemy np. z hamakiem. Tylko, że wtedy musimy znaleźć dwa odpowiednio od siebie oddalone drzewa. Coś za coś. Zwykle jednak nie ma z tym większego problemu.) Zanim więc rozbiję swój przenośny dom, wywalam spod niego większe kamienie, patyki i wszystkie pozostałe rzeczy, których nie mam ochoty czuć w nocy plecami. Oprócz tego, że płasko, dobrze, żeby było czysto (tzn. żadnych „wiadomo-czego” – choć zwykle ostrzeże nas przed tym nasz nos, żadnych butelek – nie chcemy się pokaleczyć) i bezpiecznie (tzn. żeby nie okazało się, że ustawiamy nasz obóz na bagnach albo metr od drogi – w ciemnościach, zwłaszcza będąc zmęczonym, naprawdę trzeba uważać). Sam zwracam na to szczególną uwagę, jeśli rozbijam namiot po zmroku, kiedy nie wszystko już widać.

I właśnie. Rozbijanie namiotu po zmroku to kolejny sposób na uniknięcie niechcianych spojrzeń. I choć nocleg daleko od ludzkich oczu może być kluczem do sukcesu, to może się też zdarzyć – zupełnie odwrotnie – że to właśnie kontakt z „lokalsami” (używam tego słowa z pełnym szacunkiem) pomoże nam w znalezieniu idealnego miejsca na noc. Kto bowiem lepiej niż oni zna ich rodzinne tereny? A może ktoś zaprosi nawet do siebie na trawnik? (Jest to możliwe! Przykład na załączonym obrazku.)

[nasz nowy przyjaciel z Rumunii zaprosił na do siebie na noc, postawił kolację i udostępnił łazienkę i trawnik]

A tu z kolei pojawia się pytanie: jak rozstrzygnąć, któremu „lokalsowi” można zaufać? Jest pytanie – jest odpowiedź: nie wiem. Osobiście staram się wyznawać zasadę, że jeśli „dobrze mu z oczy patrzy”. Innymi słowy zdaję się na intuicję. Oczywiście można powiedzieć, że trzeba uważać na natrętnych i podejrzanie wyglądających typów (brudne ubrania w połączeniu z bogatą biżuterią, oznaki bycia pod wpływem środków odurzających bądź ich nadużywania, zbytnia uprzejmość itd.), ale nie można popadać w paranoję. Myślę, ze większość ludzi chętnie nam pomoże. Kogo spytać? Ja rekomenduję panią w sklepie albo na stacji benzynowej, oczywiście obsługę w punkcie informacji turystycznej czy  poczciwie wyglądającego gospodarza, jeśli akcja dzieje się na wsi. (Mam wrażenie, że w naszej części świata panuje nadal dość silne jeszcze przekonanie, które wyraża się w przysłowiu „Gość w dom, Bóg w dom” i zgodnie, z którym – podróżnemu nie można odmówić pomocy.)

Skoro była mowa o ludziach, pora na zwierzęta. Przed wyjazdem zawsze dowiaduję się, czy w miejscach, które zamierzam odwiedzić, występują jakieś niebezpieczne zwierzęta. (Chociaż może nie warto przesadzać, albowiem na przykład ja – przed wizytą w rumuńskich Karpatach naczytałem się tak dużo o niebezpieczeństwie spotkania niedźwiedzia oraz tak dużo się o nim nasłuchałem od Rumunów, którzy podwozili mnie na stopa, aż w końcu naprawdę go spotkałem! Może nie warto kusić losu…)

[zdjęcie wykonane podczas zejścia ze szczytu Omu w Rumunii, wrzesień 2018]

Jeśli tak jest i istnieje ryzyko spotkania w miejscu naszego spania groźnego zwierza, wówczas rozbicie namiotu w pobliżu domostw i uczynienie naszego noclegu mniej dzikim wydaje się dużo rozsądniejszym pomysłem. Na wszelki jednak wypadek warto pamiętać, żeby w tego typu okolicach nie zostawiać na noc otwartego (i pachnącego) jedzenia wewnątrz namiotu. Ale to już raczej takie moje dodatkowe wymądrzanie się. Niemniej jednak, skoro tak dobrze mi się płynie, że aż podziwiam siebie (żartuję…), to od jedzenia przejdę do picia – a konkretnie do wody – i to nie tylko pitnej.

Uważam, że szukając (choćby na mapie) odpowiedniego miejsca na nocleg, dobrą przesłanką jest miejsce blisko wody. (Zapraszam Was przy okazji na mój krótki artykuł pt. „Noc na plaży”.)

[Vama Veche – mała wioska przy granicy rumuńsko-bułgarskiej. Stolica autostopowiczów, hipisów, podróżników i autsajderów.]

I nie mówię teraz o walorach krajobrazowych, które często gwarantuje jej obecność (o nich wspomnę za chwilkę), ale o innych możliwościach, jakie daje. Mianowicie: kąpiel, zrobienie prania, umycie naczyń, może nawet możliwość ugaszenia pragnienia (oczywiście jeśli mamy do czynienia ze słodką wodą). Jeśli na przykład na stopie zdarzy się tak, że słońce zacznie się chylić ku zachodowi, a my jesteśmy jeszcze w samochodzie naszego dobrodzieja, możemy – śledząc naszą lokalizację w telefonie – zacząć zastanawiać się i poprosić o wysadzenie w pobliżu danego akwenu.

PRZECZYTAJ TEŻ: Co zabrać w podróż autostopem? PORADNIK

 

Naprawdę przy szukaniu miejsca na nocleg na dziko warto korzystać z nowoczesnej technologii. W Internecie możemy wyszukać różne zdjęcia różnych miejsc. A najbardziej rządzi, moim zdaniem, widok z satelity. Daje nam to ogromne możliwości w poszukiwaniu najlepszego miejsca. Oczywiście nie zawsze wszystko da się z takiej mapy odczytać. Niemniej jednak punkty takie jak jeziorko, plaża, las, czy pole – rozpoznamy bez większego problemu. (Jeśli widok z satelity akurat nie chce się załączyć, szukamy zielonych i niebieskich plam.) Które z nich najlepiej wybrać? To zależy, od tego na jakim rodzaju noclegu danej nocy nam najbardziej zależy. (*Jeśli chodzi o pole, to ostrzegam – moim dobrym znajomym lis ukradł raz buty, gdy ci spali w namiocie, a ich obuwie wietrzyło się w przedsionku. Zaś jeśli chodzi o las, to też muszę ostrzec – pewnego razu w środku nocy w lesie pod granicą węgiersko-rumuńską złożyło mi wizytę prawdopodobnie stado dzików.)

[nocleg na Sighisoarą – rodzinnym miasteczkiem legendarnego Draculi]

Jeśli zależy nam tylko na spaniu, to las albo pole powinny wystarczyć. Jednak po pewnym czasie spania na dziko zauważyłem u siebie, że samo „spanie” już mi nie wystarcza. Owszem – najważniejsze jest ciepło i bezpieczeństwo, ale… No właśnie „ale”. Ale ważne jest przecież także i to, by w miejscu noclegu było ładnie (jest to tym bardziej miłe i pożądane, gdy podróżuje się ze swoją sympatią. Hmm, a może wcale nie – nie wiem, nie znam się na tym…). O wiele przyjemniej spędza się noc z widokiem na morze czy góry, niż na stację benzynową. (O tym jednak za moment.)

Jeśli jest jednak naprawdę źle i jesteśmy w kompletnej dupie (takie sytuacje są pewnie ekstremalne, marginalne i zdarzają się bardzo rzadko, ale skoro już się wymądrzam na wszystkie tematy, to i w tym nie zaszkodzi. „Kompletną dupę” rozumiem jako bycie w środku nocy, pośrodku niczego – bez pojęcia, gdzie się jest. Nie ma pewnie jednej recepty, możliwej do zastosowania w takiej sytuacji. Myślę jednak, że gdybym był sam – próbowałbym iść i dokądś dojść. Gdybym był z kimś, chyba próbowałbym spać.), nie ma czasu na myślenie o ładnych widoczkach. Jest czas na myślenie o przeżyciu.

[nocleg przy stacji benzynowej na Słowacji podczas samotnej wyprawy autostopowej do Chorwacji]

Jeśli jest tylko przeciętnie – wówczas, moim zdaniem, stacja benzynowa jest bezsprzecznie najlepszym rozwiązaniem. Zwykle (niestety nie zawsze) w jej pobliżu da się znaleźć kawałek przytulnego trawnika. (Tutaj jeszcze jedna techniczna uwaga: trzeba pamiętać, żeby miejsce na namiot było – jeśli zbliża się wiatr – osłonięte, przynajmniej z jednej strony. Tą osłoną może być bardzo wiele rzeczy; murek, krzew, ściana, kamień, pojazd…)

W ramach podsumowania, chciałbym uczciwie spojrzeć na spanie na dziko
i zaprezentować jego najważniejsze wady i zalety.

– Minusy spania na dziko

1. Przede wszystkim towarzyszy ci ciągle niepewność. Nie wiesz, gdzie spędzisz noc. Nie wiesz, czy w ogóle rozbijesz namiot, czy przyjdzie ci spać na jakimś dworcu albo ławce. Z czasem zaczynasz się przyzwyczajać, ale i tak nieustannie masz czujny sen.

2. Różne braki
Brak prysznica
, brak łóżka (chyba, że podróżujesz specjalnym samochodem), brak ciepła (może się zdarzyć), brak wygody (może się zdarzyć), brak zasięgu (może się zdarzyć).

3. Różne nadmiary
Nadmiar bezdomnych psów (w ogóle nadmiar zwierząt), nadmiar agresywnych facetów, nadmiar robactwa…

4. Dziwne traktowanie i niezrozumienie ze strony niektórych znajomych.

+ Plusy spania na dziko

1. Poczucie wolności
Człowiek czuje się totalnie wolny, gdy rano, w samych gaciach wychodzi z namiotu rozbitego przy polnej drodze i sika w krzakach kilka metrów dalej. Szczerze mówiąc, poczucie wolności, jakie dają mi noclegi na dziko jest najmocniejszym bodźcem, który wpływa na fakt, iż decyduję się to robić.

2. Przygoda
Trudno wyobrazić sobie bardziej przygodowy nocleg.

3. Widoki
Ooo! Oprócz pogardy, którą odczuwam, gdy myślę o pięciogwiazdkowych hotelach (żartuję), odczuwam też dziką satysfakcję z genialności widoków podczas moich dzikich noclegów. Nigdy w życiu nie doświadczyłbym tak niepowtarzalnych wrażeń, emocji i widoków z hotelowego okna. Dzięki temu, że rozbijam się z namiotem na dziko, mam dostęp do wielu nieodkrytych miejsc i przestrzeni. Często jestem tylko ja i natura – boski krajobraz tylko dla mnie.

4. Oszczędzanie
Za noclegi na dziko się nie płaci.

5. Uczy…
…samodzielności, zaradności, odwagi, niezałamywania się (twardości), cierpliwości, podejmowania trudnych decyzji, opanowania, pogody ducha, optymizmu, wytrwałości, dyscypliny, odpowiedzialności, dystansu do samego siebie…

Ha! Plusów jest więcej!

 

Zapraszam Was gorąco do podzielenia się swoimi uwagi na temat noclegów na dziko.
Co myślicie o takim sposobie podróżowania
i w jakich ciekawych miejscach Wam zdarzyło się spędzić noc?

 

Maciek Tomaszewski

PS. A tu zapraszam na wpis z wyprawy „Autostopem z Poznania do Stambułu”, w którym opisuję m. in. noc spędzoną na dziko nad Morzem Czarnym 😀

PPS. Jasne, że nie wyczerpałem tematu. Spanie na dziko może przybierać jeszcze wiele różnych form. Trudno byłoby przedstawić je w jednym krótkim artykule. Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się przybliżyć jedną z nich 😀

[Za zdjęcia dziękuję Zuzi, Dawidowi, Huanowi, Maćkowi i Maurycemu – świetnym i artystycznym fotografom (polecam!) 😀 ]

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: