Liczy się tu i teraz

[kadr z serialu „Przystanek Alaska”]

„Czy przyjechałeś tu na cztery lata czy na cztery tygodnie, liczy się tu i teraz. Jeśli gdzieś się jest, trzeba tam być. Nie chodzi o to, jak długo zagrzewamy gdzieś miejsca. Ważne jest, co robimy i czy po naszym wyjeździe zostawimy to miejsce lepszym” – Przystanek Alaska.

Cytat pochodzi ze słynnego amerykańskiego serialu komediowego „Northern Exposure” (emitowanego w latach 90-tych). Do niewielkiego miasteczka na Alasce przyjeżdża młody świeżo upieczony lekarz z Nowego Yorku – dr Joel Fleischman, aby odpracować studia. Przyzwyczajony do wielkomiejskiego stylu życia jest załamany rzeczywistością, w jakiej przyjdzie mu żyć przez najbliższych kilka lat. (Mam wrażenie, że z czasem – mimo, iż tego nie przyznaje – zaczyna dostrzegać coraz więcej plusów prowincjonalnego życia w małej zżytej społeczności, a nawet – spełniać się w tym, co robi. W jednym z odcinków mówi nawet, że „kiedy spędzi się gdzieś trochę czasu, […] codzienne życie staje się swojskie”.)
Być tu i teraz. Proste. Bardzo mi się to podoba. „Być”, „tu” i „teraz”. Wydaje mi się, że chodzi o to, aby być totalnie „zafiksowanym” na punkcie tego, żeby dawać sto procent z siebie. Żeby być na sto procent. Żeby wkręcić się w coś całkowicie i zaangażować na tyle mocno, żeby nie musieć bać się przyszłości (co przecież nie znaczy – nie planować jej, nie dbać o nią, nie działać w jej perspektywie i generalnie – mieć ją w dupie), ani być przygnębionym przez przeszłość. Bycie tu i teraz oznacza, że przyjmuje się swoją sytuację i z tego, co się ma, robi się dobro i szczęście. Bez oglądania się na innych i ich „tam i wtedy”, które chciałoby się uczynić swoim. Jedyne co mamy i co możemy mieć, to nasze „tu i teraz” i z tego musimy zrobić najlepszy użytek. I jeszcze to: „jeśli gdzieś się jest, trzeba tam być”. Co to znaczy? Moim zdaniem można to rozumieć na dwa sposoby. Po pierwsze „trzeba” – tak jakby miało to jakiś odgórnie ustalony cel i sens, jakby tak miało być. Jakby sprawił to Bóg/przeznaczenie/los i w tym świetle – jakoś głupio z tym walczyć. Po drugie: skoro już gdzieś się jest, to najlepszym, co można zrobić, to tam… być (lub raczej Być). Czyli właśnie oddać się niezaprzeczalnie tej chwili, zanurzyć się w niej całemu i chłonąć ją całym sobą.

Bardzo często przypominam sobie ten cytat, będąc w podróży. Moje myśli biegną wtedy do domu i do osób, które kocham. Wyobrażam sobie, co robią i jak się uśmiechają i dociera do mnie, że mnie tam nie ma, a za to jestem tu (i teraz). Staram się jak najowocniej wykorzystać czas, który mi dano („Władca Pierścieni”). Czas i całą resztę wszystkich możliwych okoliczności, które w tym jednym momencie – w tym punkcie kosmosu musiały zajść, abym znalazł się w tym konkretnym miejscu i spotkał tych konkretnych ludzi. To nie do powtórzenia. Nigdy więcej się nie zdarzy. Żadne „tu i teraz” nigdy więcej nie będzie miało miejsca.
Lecz znacznie częściej tytułowy cytat przychodzi mi na myśl, gdy „przyjeżdżam gdzieś na cztery lata” – tzn. siedzę na miejscu. Życie codzienne bywa monotonne. Często trudne. Trzeba się wtedy naprawdę przemóc, żeby spojrzeć tak – w gruncie rzeczy – optymistycznie na rzeczywistość. Bycie tu i teraz ma, moim zdaniem, silne właściwości oczyszczające i uspokajające. W pewnym sensie przynosi ulgę. Nie znaczy to jednak, że na twarzy od razu pojawia się głupawy uśmiech. Naprawdę nie chcę, żebyście pomyśleli o tym moim wymądrzaniu się – „pieprzenie”. Ale może czasem część winy leży po naszej stronie? Nikomu nie potrafimy odpuścić. Uważamy, że mamy najgorzej. A wszyscy wokół nas mają jakieś ukryte motywy. Nie dostrzegamy piękna wokół siebie – drobnych promyków radości („[…] ludzkie życie, szare, trudne, czasami ponure i byłoby często nie do zniesienia, gdyby nie promyki radości […]” – Jerzy Popiełuszko). A one są. Na pewno są! Na bank się jakieś znajdą! Tu i teraz. Tylko żeby być na sto procent 😀

 

Maciek Mądrala Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: