Nie da się złapać stopa

— UKRAINA AUTOSTOPEM 2018 —
CZĘŚĆ I

Rozmawialiśmy sobie przy herbacie niedzielnym popołudniem. Ktoś nagle rzucił pomysł, żebym pojechał autostopem do Lwowa. Ani przez chwilę nie pomyślałem, że się nie da.

Kiedy zapadła już decyzja o podróży, rozpocząłem przygotowania do wyjazdu. Najpierw obiecałem sobie, że nie zostawię wszystkiego – jak zwykle – na ostatnią chwilę. Pojechałem więc do kolegi, żeby pożyczyć od niego namiot. Pakować zacząłem się tradycyjnie rano następnego dnia tuż przed wyjściem z domu. Z wyjątkowo lekkim plecakiem przy drodze stanąłem dopiero po 11-stej. Startowałem ze Śremu.
W 8 godzin i 20 minut przejechałem 655 kilometrów 4 samochodami. Wszystko udało się naprawdę świetnie, choć nie ukrywam, że pierwszy kryzys dopadł mnie bardzo szybko. Pierwszy dobrodziej wysadził mnie w niezbyt dobrym miejscu. Kręciłem się tam około 45 minut, zanim złapałem stopa. Nie mogłem uwierzyć, gdy kolejny kierowca powiedział mi, że jedzie do Kędzierzyna-Koźle. Wysadził mnie na znanej mi już (widocznie z jakiegoś poprzedniego autostopowego tripa) stacji benzynowej. Musiałem się tam trochę pokręcić, zanim dorwałem gościa, który podwiózł mnie kawałek – zdaje się, że gdzieś pod Rudę Śląską. (Poruszałem się już wtedy autostradą – A4.) Tam podszedłem na stacji do dwóch sympatycznych chłopaków na przemyskich blachach, którzy zgodzili się mnie podrzucić do Przemyśla. Tadam! „Autostopem do Przemyśla” można odkreślić.

Wysiadłem tuż przy dworcu autobusowym i PKP. Dalsze stopowanie nie wchodziło już raczej w grę. Była 19:30 i zaczynało się już powoli (a raczej całkiem szybko) ściemniać. Uciąłem sobie krótką pogawędkę ze spotkanym na dworcu przemyślaninem, który wprawdzie uniósł z uznaniem brwi na wieść o tym, jak dotarłem do jego miasta, ale równie stanowczo je zmarszczył, gdy usłyszał, że podróż do Lwowa kontynuować zamierzam w ten sam sposób. „Nie da się złapać stopa z Przemyśla do Lwowa” – powiedział, a w jego głosie znać było bezwzględność. „Dupa tam” – pomyślałem i poszedłem coś zjeść.

Mimo, że byłem zmęczony i głodny (przez cały dzień nic nie jadłem, piłem zaś tylko pomarańczowy soczek kupiony mi przez jednego z kierowców na stacji), wyraźnie wyczułem w kupionym przeze mnie kebabie mocno przeciętny smak. Pojadłem, popiłem i zacząłem rozglądać się za miejscem do spania. Trafiłem jeszcze raz na wspomnianego już wierzącego w ludzi optymistę, a on wskazał mi tani hotel znajdujący się 200 metrów dalej. Słowa „hotel” użył jednak zdecydowanie zbyt śmiało i na wyrost. W trzeciej czy czwartej mijanej przeze mnie kamienicy odnalazłem miejsce mojego noclegu. W drzwiach stała grupka pań – Ukrainek, które z zaciekawieniem zaczęły mi się przyglądać (mam na myśli mój podróżniczy wygląd, nie urok i atrakcyjność. To znaczy… tak mi się przynajmniej wydaje…). Zapytałem je, czy to tutaj znajdę hotel, na co one wskazały mi, że muszę udać się na piętro (pięterko…). Zakochałem się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia.

Wszedłem po skrzypiących drewnianych schodach na górę. Minąłem po drodze jeszcze jakiegoś półnagiego mężczyznę palącego papierosa. Zadzwoniłem do drzwi z napisem „recepcja”. Szybko się otworzyły i pojawił się w nich facet w podkoszulku; uśmiechnięty, z lekko znudzonym wyrazem twarzy. „Dobry wieczór” – powiedziałem – „chciałbym się tu przespać”. Pan już trzymał w ręce klucz do mojego pokoju. Zapłaciłem 30 złotych, dowiedziałem się, gdzie w okolicy znajduje się bankomat oraz jak podłącza się telewizor w moim pokoju. Schodami udałem się na najwyższe piętro i obskurnym, jak cały hotel, korytarzem dotarłem do pokoju nr 11. Dostała mi się mała klitka na poddaszu; dwa łóżka, stoliczek, telewizor (!).

Nieprzyzwyczajony do takich luksusów zacząłem oglądać jakiś przypadkowy serial. Za oknem miałem piękny widok na stare kamienice, za drzwiami słyszałem pierwsze, ale nie ostatnie, w tej podróży ukraińskie rozmowy.

Wreszcie, z rękami pod głową, wpatrzony w okno i w sufit zasnąłem, rozmyślając o przygodach, jakie los przygotował dla mnie na najbliższe dni.

Zapraszam do przeczytania kolejnego wpisu z mojej autostopowej podróży pt. Autostopem na Ukrainę 😉

Maciej Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: