Noc na plaży

— PODRÓŻE PO POLSCE —

Dlaczego warto spędzić noc tuż nad polskim morzem? Co wyjątkowego jest w tych kilku godzinach ciemności na plaży? Trzy dni temu przekonałem się o tym na własnej skórze…

Wyruszyłem rano autostopem ze Śremu. Zamierzałem dotrzeć nad polskie morze, a konkretne miejsce w zasadzie nie grało głównej roli. Po południu wylądowałem w Kołobrzegu. Ostatnia ciężarówka wysadziła mnie w samym kołobrzeskim porcie, do którego wiozła potężną dostawę drewna. Zarzuciłem sobie plecaczek na plecy i podreptałem dzielnie w kierunku plaży. Usiadłem na murku tuż przed wejściem, zdjąłem sandały z nóg i zadzwoniłem do Mamy, żeby powiedzieć, że już szczęśliwie dotarłem do celu. Wraz z ciepłym piaskiem pod stopami, poczułem słodki smak zwycięstwa. („Autostopem nad morze. Mission completed” – pomyślałem.)
Szczerze mówiąc nie byłem od początku przekonany co do (własnego) pomysłu ze spaniem na plaży. Z tego co wiem, rozbijanie namiotu jest zabronione, więc siłą rzeczy, oznaczało to spędzenie nocy pod gołym niebem. Był już wieczór, gdy poszedłem zjeść pierwszy tego dnia porządny posiłek. Kupiłem i opędzlowałem sobie klasycznego kebsika. Na deptaku prowadzącym wprost na kołobrzeskie molo poznałem czwórkę świetnych ludzi: Agatkę, Dawidka, Mateuszka i Adasia (jeśli to czytacie, to bardzo gorąco Was pozdrawiam), którzy dorabiali sobie „ulicznym koncertowaniem”. Dosiadłem się, wypiliśmy razem piwko, a potem na zachód słońca poszliśmy wspólnie usiąść nieopodal molo, by podziwiać ten piękny widok.

Wszystko wskazywało na to, że noc będzie pogodna (poza tym moi nowi znajomi poinformowali mnie, że do najbliższego pola namiotowego jest jakieś 3 km… Nie miałem siły, żeby drałować taki kawał drogi z ciężkim plecakiem i obtartym palcem u nogi.). Noc na plaży wydawała mi się coraz lepszym pomysłem.

Siedziałem oparty o plecak i wpatrywałem się w morze i niebo. Gdy zapadł zmrok, a ludzi z plaży stopniowo zaczęło ubywać (czyli około północy), stwierdziłem, że jest to już odpowiedni moment, żeby znaleźć miejsce na nocleg. Zarzuciłem sobie plecaczek na plecy (czy ja już nie użyłem wcześniej takiego sformułowania…?) i ruszyłem plażą w przeciwnym kierunku niż oświetlone molo. Było już ciemno. Szukałem wzrokiem… no właśnie, nie wiem czego? Najlepszego miejsca? Przecież byłem na plaży! Piach był wszędzie taki sam. Ku mojemu zdziwieniu na tymże piachu spotkałem chyba dwa albo trzy czarne podejrzane kształty, które okazały się po chwili kolejnymi wariatami (albo wariatkami), którzy też zdecydowali się na noc na plaży. Zatrzymałem się kawałek za nimi. Wyprostowałem się, przeciągnąłem i wziąłem głęboki oddech. Pod nogami miałem chłodny już piasek, przed sobą ciemne szumiące morze.
Wyrównałem, na ile mogłem, trochę piasku pod karimatę. Rozłożyłem ją i przygniotłem z jednego końca plecakiem. Zdjąłem spodnie, założyłem cieplutki polarek (ale nie zamiast spodni, tylko normalnie – tak jak zwykle zakładka się cieplutkie polarki) i zacząłem pakować się do śpiwora. Na jego koniec – czyli pod nogi – wrzuciłem najważniejsze rzeczy: dokumenty, pieniądze i telefon. Zapiąłem się, ułożyłem wygodnie i poczułem się genialnie! Miałem wrażenie, jakby cała plaża i całe morze było tylko dla mnie. Pod głową, wprawdzie przez plecak, ale jednak, czułem najprawdziwszy mięciutki nadmorski piasek. Przede mną rozpościerała się pusta plaża, o której brzeg uderzały delikatnie śliczne fale. Towarzyszył im piękny, wręcz nierzeczywisty szum. Od czasu do czasu zakłócił go śmiech jakiejś, niemogącej najwyraźniej zasnąć, mewy śmieszki.
Było to dla mnie naprawdę unikalne doświadczenie. Mam wrażenie, że zazwyczaj plażę i morze postrzega się tylko z tej turystycznej słonecznej i, przede wszystkim, dziennej perspektywy. Okazało się, że w nocy można ich doświadczać w zupełnie inny, tajemniczy i intrygujący sposób. Nie widać wiele – w zasadzie fragment morza i bezkres ciemności. Słychać równie niedużo – gdyż tylko szum morza. Naprawdę czułem, że mogę powiedzieć, że przez całą noc plaża i morze były tylko dla mnie. Bajka! Cisza, spokój, noc.
Żeby jednak nakreślić pełen obraz tytułowej „nocy na plaży”, muszę wspomnieć o dwóch panach, którzy wędrowali plażą, bynajmniej nie w celach turystycznych, ale zaglądali do każdego kosza na śmieci w poszukiwaniu im tylko znanych skarbów. Jeden z nich skierował nawet latarkę w moją stronę, ale poruszyłem się wtedy wyraźnie, aby zaznaczyć, że nie śpię, ale czuwam.
Niemniej oprócz tego drobnego „incydentu” (i deszczyku o 3 nad ranem) nic nie zakłócało mojej kontemplacji morza i plażowej nocnej medytacji.

Zdecydowanie polecam każdemu spędzenie nocy (chyba najlepiej samotnie albo chociaż w nielicznym gronie) na plaży. Nie ma się czego bać, a wrażenia są niepowtarzalne. Czułem, że wszystko, co mnie tam otaczało (piasek, woda, niebo, szum, mewy…), było dla mnie. I „grało” dla mnie, jakby chciało mnie utulić do snu. Mogłem się totalnie pogrążyć w tym szumie, w tej ciemności, w tym chłodzie… Wydaje się to banalne? Noc na plaży? Wiele osób wybiera się na plażę na zachód słońca. I słusznie! Widok ów jest cudowny. Moim zdaniem jednak równie fantastycznym doświadczeniem może okazać się przedłużenie pobytu na plaży z zachodu słońca do całej nocy. Spróbujcie 😉

 

Maciej Mądrala Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: