Początek autostopowej wyprawy do Finlandii

— Autostopem do Finlandii —

Dzień 1 i 2

Nasza opowieść, drogie dzieci, zaczyna się dawno, dawno temu… Choć właściwie może wcale nie tak dawno, bo wieczorem 4 sierpnia 2019 roku. I bynajmniej nie za siedmioma górami, tylko w Poznaniu. Weźcie więc do ręki kubek ciepłej herbaty, rozsiądźcie się wygodnie w fotelu i posłuchajcie…

Po spędzeniu dwóch dni w Kostrzynie nad Odrą na Pol’and’Rocku wróciłem do domu. Nie miałem zbyt wiele czasu na zrobienie prania, zakupów i spakowania plecaka na dwutygodniową wyprawę. Zrobiłem to, jak zwykle, na ostatnią chwilę. Zdążyłem jeszcze obciąć paznokcie i – w ostatniej chwili przed wyjściem – wsadzić do kieszeni kurtki owinięty w folijkę paszport.
Wieczorem przyjechałem do Dominika. Mieliśmy do ogarnięcia jeszcze parę spraw na mieście tego dnia. (Wyrobienie karty EKUZ1 zostawiliśmy sobie, jakżeby inaczej, na deser – poranek następnego dnia – czyli na godziny przed startem naszej autostopowego „tripa”.) Późnym wieczorem przy dobrym trunku powspominaliśmy trochę zeszłoroczną podróż i wymieniliśmy się wizjami tegorocznej.

Wstaliśmy bardzo wcześnie, trzasnęliśmy po kawie i wyszliśmy z domu. Chcieliśmy do poznańskiego oddziału NFZ dotrzeć przed pozostałymi petentami. Ku szczeremu rozczarowaniu Domina kolejka weń okazała się dość długa. Jednakże poruszała się – ku równie szczeremu rozczarowaniu mojego towarzysza – bardzo sprawnie. „Tak szybko to idzie. Mogliśmy pospać cztery minuty dłużej” – narzekał – „Cholerne urzędy! Tak dobrze działają… Panie w okienkach są miłe! Dystrybutor do wody działa! Co się dzieje z tym krajem?! Nie o taką Polskę walczyłem!” Cały Dominik… [(żart)]

W związku z tym, że w cholernym (!) urzędzie tak szybko nam poszło, udaliśmy się na pożywne śniadanko w pobliżu dworca głównego. Było jeszcze wcześnie, a my – z pozostałą częścią ekipy – umówieni byliśmy chyba dopiero na 10:58. Miejscem zbiórki była stacja benzynowa na obrzeżach Poznania. Dotarliśmy w jej okolice miejskim autobusem. Zagadnęła w nim nas zresztą pewna sympatyczna pani – Bułgarka, zwróciwszy uwagę na nasze plecaki z przytroczonymi doń karimatami, śpiworami i menażkami. Zapytała, czy jedziemy do Bułgarii, a my odpowiedzieliśmy, że byliśmy tam – także autostopem – rok temu. Bardzo się ucieszyła. Życzyła nam miłej podróży i niezapomnianych przygód.

Nasza wesoła gromadka przed południem była wreszcie w komplecie.

Podzieliliśmy się i wyruszyliśmy zespołami: Werka z Mikołajem, Dominik z Maksem i ja z Julką i Kaliną. Naszej trójce udało się złapać stopa chyba najszybciej. Ze stacji zgarnęliśmy podwózkę do Gniezna. Tam – na kolejnej – też nie zabawiliśmy zbyt długo. Jedna pani zabrała nas pod Bydgoszcz. Wysadziła nas na naprawdę niewygodnej do łapania stopa drodze. Wjechała nawet trochę zbyt głęboko w las i musiałem ją wypychać. Ale i stamtąd udało się nam złapać stopa – tym razem pod Toruń. Następnie z Marcinem przejechaliśmy przez całe miasto i wysiedliśmy po drugiej stronie, przy wylotówce na Olsztyn.

(Naprawdę wysadził nas w takim miejscu! To przeznaczenie! Dla tych, którzy nie widzą: Ośrodek Szkolenia Kierowców Auto-Stop!)

Jak widać poruszaliśmy się raczej drobnymi kroczkami. Naszym celem na ten dzień był Augustów. Tymczasem mieliśmy do niego jeszcze grubo ponad 300 km, a słońce zaczynało już chylić się powoli ku zachodowi. Na pocieszenie udało się nam dorwać jeszcze dwie podwózki i wylądować w niejakiej Brodnicy. Próbowaliśmy jeszcze chwilę łapać stopa, ale w ciemności nie miało to już większego sensu – tym bardziej, że byliśmy w trzyosobowym zespole.

[…] zagadnąłem pierwszego pana, który wpadł mi w oko. Widziałem, że mnie widzi i widziałem, że wie, dlaczego do niego podchodzę. Widział też, że ja widzę i wiem, że on wie i widzi.

Do Augustowa pierwszego dnia udało się dotrzeć tylko Werce i Mikołajowi. Dominik z Maksem utknęli gdzieś pod Warszawą. My zaś noc postanowiliśmy spędzić na przytulnej stacji benzynowej w Brodnicy – przed Ostródą. Skórzane kanapy zapewniły w miarę komfortowe warunki do spania, a schludna łazienka – namiastkę kąpieli o poranku. Dzięki uprzejmości obsługi stacji skorzystaliśmy też z wrzątku. Dlatego, łapiąc stopa przed 7:00 rano, popijaliśmy jeszcze ciepłą herbatkę przy drodze.

[foto: Julka Bardziejewska]

Nie minął kwadrans, gdy złapaliśmy pierwszy samochód. Dotarliśmy nim za Ostródę. Z niej zaś udało się nam – okazją do Olsztyna. Wydawało się nam, że wysiadka z auta jeszcze przed miastem i próba ominięcia go obwodnicą jest dobrym pomysłem. Niestety okazało się być inaczej. Na obwodnicy Olsztyna spędziliśmy ponad 1,5 godziny. Wystarczyło, aby słońce i zmęczenie dało się nam we znaki. Spieszno nam było już do Augustowa. Chcieliśmy wreszcie rozbić namioty, wyciągnąć śpiwory, rozpalić ognisko, wskoczyć do jeziora… Postanowiliśmy jednak przebić się przez środek Olsztyna. Zmieniliśmy miejsce łapania stopa, kierując się w stronę centrum miasta. Zaraz zatrzymał się kierowca, który podrzucił nas na stację benzynową tamże. Odłożyliśmy plecaki na bok, dziewczyny poszły chyba coś kupić, a ja zagadnąłem pierwszego pana, który wpadł mi w oko. Widziałem, że mnie widzi i widziałem, że wie, dlaczego do niego podchodzę. Widział też, że ja widzę i wiem, że on wie i widzi. Ale uśmiechał się przy tym, więc było dobrze. Ja też się uśmiechałem. Natychmiast zgodził się nas podwieźć. Pan Stasiu, bo tak się nazywał ów dobrodziej, nadrobił specjalnie dla nas kawał drogi, a nawet zatrzymał się w Mrągowie, żeby pokazać nam słynny amfiteatr, w którym odbywają się często różne znane festiwale i koncerty.

Niestety w Mrągowie łapaliśmy stopa przeraźliwie długo. Utknęliśmy tam naprawdę na dobre. Julka z Kalinką próbowały śpiewaniem ratować morale. W końcu ruszyło. Ale i tak robiliśmy trasę małymi kawałkami. Jedna parka podrzuciła nas parę kilometrów dalej – do Mikołajek. Musieliśmy przedreptać całą miejscowość. Tam, o dziwo, dość szybko zatrzymał się nam miły starszy pan. (Staliśmy z kartonem, na którym napisane było już „EŁK”.) Podbiegłem do auta i spytałem, czy jedzie do Ełku. Szczerze ubawiony odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc; „Może”. Zawiózł nas do Ełku. Nie przepadam za politycznymi rozmowami z kierowcami na stopie, ale tym razem było nawet ciekawie.
W Ełku byliśmy późnym popołudniem albo wczesnym wieczorem, jak kto woli. Wtranżoliliśmy szybkie frytki w Maku i poszliśmy łapać. Od Augustowa dzieliło nas jeszcze 43 km. Niestety musieliśmy zrobić ten ostatni fragment aż na 3 stopy! Ostatniego z nich złapaliśmy w momencie, gdy zaczynał padać deszcz.
-Ale ja tylko do Augustowa…
-TAK! My też! – wrzasnąłem. Nasz wybawca!

W Augustowie nadal kropiło. Zrobiliśmy małe zakupy w markecie i skierowaliśmy się nad jezioro za miastem – jak nakazywała nam lokalizacja wysłana przez naszych współtowarzyszy. Co prawda chwilę zajęło nam dojście w wyznaczone miejsce, ale radość z wskakiwania do jeziora po zachodzie słońca była bezcenna! Na brzegu płonęło ognisko, a my pływaliśmy obserwowani tylko przez gwiazdy.

Po dwóch dniach stopowania mieliśmy sobie już dużo do opowiedzenia. Każdy zespół – swoje przygody. Wreszcie nadszedł czas na sen i odpoczynek. Następny dzień miał przynieść zupełnie nowe doświadczenia. Im bliżej granicy byliśmy, tym mocniej zaczynaliśmy czuć ducha przygody.

Rano pamiętaliśmy o wspólnym zdjęciu!

Dobrze, że Weronika była jego autorką, bo w wykonaniu Maksa wyglądałoby tak:

Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego

Podsumowanie 1 i 2 dnia (w wykonaniu Julki, Kaliny i moim):
▪ kierowców – 15 (6 + 9),
▪ kilometrów – 566 (260 + 306),
▪ nocleg – stacja benzynowa w Brodnicy (0 zł), w namiotach nad jeziorem augustowskim (0 zł)
▪ transport – autostop (0 zł)

Maciek Tomaszewski

/Ciąg dalszy nastąpi. Wpis powstał w ramach wyprawy Autostopem do Finlandii 2019./

 

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: