Pojemniczki z wacikiem

Przydarzyła mi się ostatnio pewna przygoda. Nie była dla mnie zupełną nowością, aczkolwiek tego typu przeżyć doświadczam jeszcze na szczęście stosunkowo rzadko. Pod pewnym kątem tę krótką historię można uznać nawet za komiczną, a na pewno za groteskową. Przypuszczam, że większość z nas przeżyła lub przeżyje kiedyś podobną sytuację. Zderzyłem się bowiem z… systemem! I chciałbym się podzielić ze światem moimi wrażeniami.

Jakiś czas temu rozpocząłem pracę w jednym z poznańskich kin. Abym mógł tam pracować na wszystkich stanowiskach (np. sprzedawać popcorn), potrzebowałem książeczki sanitarno-epidemiologicznej. Postanowiłem takową sobie sprawić. Jak to zrobić?
Z góry wiedziałem, że sanepid chce dostać ode mnie na dobry początek… próbkę kału w prezencie. A właściwie trzy! I koniecznie z trzech różnych dni! Wszystko po to, by można z całą pewnością stwierdzić, że robię ładną, zdrową kupkę.
Długo nie mogłem zebrać się, że tak powiem, w sobie… Wreszcie któregoś pięknego dnia, choć zmęczony po zajęciach na uczelni, postanowiłem odwiedzić aptekę. Przestąpiłem pod drzwiami z nogi na nogę kilka razy, wziąłem głęboki oddech… i wszedłem do środka. Za ladą, jak na złość, stała bardzo urodziwa pani aptekarka w białym dopasowanym fartuchu. Wyprostowałem się, westchnąłem w duchu, chrząknąłem na zewnątrz i powiedziałem:
-Dzień dobry…, chciałbym kupić… takie specjalne… mmm… pojemniczki z łopatką, na próbki…
-Kału? Tak? Bardzo proszę – weszła mi w słowo uprzejma aptekarka. – Trzy tak?
-Tak, poproszę… Wie pani jak się żenująco czuję, jak kupuję coś takiego? – uśmiechnęła się i odparła:
-Niech się pan nie przejmuje. Codziennie średnio dwadzieścia osób coś takiego kupuje, więc na nas to już wrażenia nie robi. Niestety mam ostatnie dwa pojemniczki…
Ech… Wiedziałem, co to oznacza… Czekała mnie wizyta w jeszcze jednej aptece… Podziękowałem grzecznie; powiedziałem, że zapłacę kartą. Niestety dwa pojemniczki okazały się zbyt tanie, by zapłacić kartą, więc wziąłem jeszcze witaminę C.
Wizyta w drugiej aptece była mniej traumatyczna – miałem już doświadczenie, a pani aptekarka była dużo starsza… Zaopatrzony więc w trzy pojemniczki z łopatkami na próbki kału, szczęśliwy udałem się do domu.

Pojemniczki okazały się nieodpowiednie. Dowiedziałem się o tym od koleżanki z pracy. Wyjaśniła mi, że sanepid wymaga innych pojemniczków – nie z łopatką, lecz… z wacikiem! Te natomiast można kupić… w sanepidzie! Udałem się więc do siedziby poznańskiego sanepidu. Było kilka minut przed godziną piętnastą, gdy wchodziłem do starego, zszarzałego, PRL-owskiego budynku. Podszedłem do okienka:
-Dzień dobry! Czy to u pani mogę kupić takie specjalne pojemniczki na próbki kału z wacikiem? – w moim głosie słychać było już doświadczenie.
-Tak, to tu.
-To poproszę.
-Ale już panu nie sprzedam.
-Dlaczego?
-Bo do godziny czternastej.
-Czyli już mi pani nie sprzeda?
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo już mam kasę zamkniętą.
-…

„Pani z okienka” nie sprzedała mi pojemniczków z wacikiem, bo już miała kasę zamkniętą. Dobra! Podarowała mi za to kartkę przedstawiającą owe pojemniczki. Poinformowała mnie, że takowe mogę nabyć jeszcze tego dnia w aptece znajdującej się nieopodal – za płotem. (Nomen omen!) Dobra! Podziękowałem i wyszedłem. To był deszczowy dzień, kałuże, szarość… Przeszedłem wzdłuż wspomnianego płotu w tę i z powrotem, uparcie wypatrując jakiejś furtki prowadzącej do apteki. Nie znalazłem. Dobra! W wróciłem do sanepidu po wskazówki; wyszedłem znów z budynku, opuściłem teren sanepidu i okrężną drogą dotarłem do wspomnianej apteki w celu dokonania zakupu trzech pojemniczków na próbki kału z wacikiem.
-Czuję się żenująco, wie pani?
-Czasem trzeba.
Zapłaciłem 3,90 zł! Mnóstwo pieniędzy! Ciężko i uczciwie zarobione 3,90 zł! Dobra! Jakoś to przełknąłem. Wróciłem do domu. Poszedłem do łazienki. Obejrzałem dokładnie nowy nabytek. Przeczytałem instrukcję. Zrobiłem, co trzeba. Zgodnie z zaleceniem przechowywania w lodówce umieściłem w pudełku po lodach. Minęły trzy dni.

Sanepid w tygodniu działa w godzinach od 7:25 do 15:00. Bardzo praktyczne rozwiązanie dla pracujących osób, które chciałyby załatwić w owym urzędzie jakąś sprawę… Obudziłem się zatem wcześnie rano, aby zdążyć odwiedzić mój ulubiony urząd. Zadowolony i pewny siebie, z kupą w plecaku wszedłem do budynku. Kilkuosobowa kolejka do okienka nie była dla mnie niespodzianką. Patrzę! Leżą kartki! Co na kartkach? Wniosek o badanie. Dobra! Wziąłem, usiadłem, wypisałem. Ustawiłem się znów w kolejce. Podszedłem do okienka. Podałem wniosek, zapłaciłem 78 zł!!! Podałem próbki kału. „Do odbioru za tydzień”. Nie chcę tego z powrotem! A, chodzi o wyniki badania! Uff… Wyszedłem.

Cóż… Podsumowując, państwo KAŻE mi narobić do specjalnego pojemniczka, bo inaczej NIE POZWOLI mi pracować z jedzeniem! I wyobraźcie sobie, że ta cała zabawa; z pojemniczkami z wacikiem, z łopatką, ze wstawaniem na 7:25, z żenującymi scenami w aptekach – jest dostępna dla każdego! Każdy z nas może przeżyć taką przygodę, jeśli tylko chce! A jeśli chce w pracy mieć kontakt z żywnością, to nawet musi!
I co?! G**no… 😀

Maciej Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: