Ryga – pszczoły, pranie i włamywacz

— Autostopem do Finlandii —

Dzień 8 (i trochę 7-ego i trochę 9-ego)

W stolicy Łotwy spędziliśmy dwa dni. Oprócz szybkiego zwiedzania zaliczyliśmy wizytę u lekarza, gniazdo pszczół w hostelu i „włamywacza” w środku nocy.

Będąc jeszcze w trasie, zarezerwowaliśmy nocleg w hostelu w Rydze. Udało się nam znaleźć dość tanią opcję, bo za noc płaciliśmy 7,5 euro od osoby. (Później do tego wrócę, oj wrócę…)
Jechaliśmy stopem nadal w trzech zespołach, tym razem: Werka + Maks, Kalinka + Mikołaj, Julka + Domino + ja. Umówiliśmy się już na miejscu – w Rydze. Udało nam się tam dotrzeć w bardzo ładnym czasie – jak na trzyosobowy team. Mało tego! Nasz ostatni kierowca podwiózł nas pod same drzwi hostelu. Gość był fenomenalny! Zdarza się czasem taka autostopowa perełka – po prostu serduszko na dłoni i aż robi ci się głupio, gdy obdarza cię taką dobrocią.
Pierwsi w hostelu byli Werka z Maksem, którym już poprzedniego dnia udało się zajechać prawie pod Rygę. Zaś Kalinka z Mikołajem dotarli do hostelu dziesięć minut przed naszą trójką. Czekała tam na nas wszystkich także i przede wszystkim Zuza, która – przed wyjazdem była zachorzała – i wreszcie mogła do nas dołączyć, dotarłszy do Rygi autobusem z Warszawy. Jednym słowem: rodzinka w komplecie!

[foto: Julka Bardziejewska]

Okazało się jednak, że nie na długo, bo w Rydze – najwyraźniej dla równowagi – rozchorowała się nam Werka…

Nasz hostel (adres: Martas iela 9, Centra rajons, Rīga) – „Martas Street Hostel” okazał się całkiem… oryginalny.

Mieścił się w totalnym centrum Rygi! Naprawdę! Bardziej już się nie dało. Jego lokalizacja była absolutnie doskonała. Blisko starego miasta – właściwie w samym starym mieście. Do tego naprzeciwko marketu „Maxima” (który, obok „Rimi”, jest najtańszym marketem na Litwie, w Łotwie i chyba w Estonii – takie lokalne odpowiedniki naszej „Biedronki”). Ale dobra lokalizacja i okazyjna cena okazały się jednymi z nielicznych jego plusów…

Mieliśmy zarezerwowane tam dwie noce. Pierwszej rozlokowano naszą ósemkę w dwóch pokojach. Julce, Mikołajowi i mi dokooptowano jakichś sympatycznych Portugalczyków, zaś reszta dzieliła pokój chyba z dziewczyną z Brazylii(?) i chyba jeszcze z kimś. Wyskoczyliśmy na zakupy, wzięliśmy prysznic, zrobiliśmy sobie podwieczorek i usiedliśmy wspólnie przy stole dostępnym dla wszystkich gości – w korytarzu.

[foto: Zuza Krasnopolska]

Chcieliśmy ustalić plan na dalsze dni podróży. Plan był zatem taki, że następnego dnia zwiedzimy Rygę, a dzień później – dojedziemy autostopem do Tallina – w Estonii.
Ale i tak wieczorem wyszliśmy na miasto. Szczerze mówiąc, byłem – nie wiedzieć czemu – dość sceptycznie nastawiony do Rygi. Tymczasem stwierdziliśmy, iż jest to bardzo przyjemne miasto. (Trochę drogie, bo w euro. Na przykład kawa i piwo w lokalu w centrum kosztowały raczej nie mniej niż 20 złotych. Jeśli chodzi o jedzenie, to polecamy stołowanie się m. in. w Pakistānas Kebabs, gdzie za rozsądną cenę można nabyć różne fast-foody. Honorują nawet legitymację studencką – wówczas zniżka, chyba 10%.) Ale klimatem naprawdę mi odpowiadała. Pełni zatem nadziei powróciliśmy do hostelu, żeby następnego dnia jeszcze lepiej poznać stolicę Łotwy.

Julce, Mikołajowi i mi w udziale przypadł bardzo ciasny pokój. Oprócz dwóch piętrowych (miały trzy miejsca do spania!) łóżek i jednego krzesła nie było tam nic więcej.

Wszystkie, zatem, rozwalone bagaże musiały spędzić noc – po prostu – na podłodze. W pokoju nie było żadnego sejfu, zaś te dostępne na korytarzu były zepsute. Każdy z nas raz jeszcze wziął prysznic (mimo, iż na drzwiach do kabin widniały kartki informujące, że dopuszczalny czas kąpieli wynosi 15 minut!

Toalety jednak, jak i prysznice, były w zaskakująco dobrym stanie.) i zmęczeni udaliśmy wreszcie na spoczynek. Nie było nam jednak dane długo się nim cieszyć. W środku nocy do naszego pokoju przyszły Julka z Werką, ponieważ w ich pokoju ujawniło się gniazdo pszczół. (Okazało się, że dzień wcześniej pożądliły jakąś dziewczynę.) (Dotychczas miałem do czynienia w hostelach chyba tylko z pluskwami → podczas podróży do Stambułu, w Rumunii.) Pszczoły to dla mnie nowość.) Nie mogliśmy zgłosić tego nawet recepcji hostelu, ponieważ ta – z racji na cięcia budżetowe – w nocy nie funkcjonowała. Bez zastanowienia rozłożyłem więc sobie karimatę na podłodze, a dziewczynom odstąpiłem swoje łóżko.

/Wszedłem sobie z ciekawości przed chwilą w ofertę naszego hostelu zaprezentowaną w Internecie. Czuję się w obowiązku, by sprostować kilka rzeczy. I chcę zaznaczyć, że nie jest to nic osobistego, ponieważ obsługa hostelu – kiedy już była – była bardzo miła. Zatem:

„Wszystkie pokoje są wyposażone w czajnik” – nieprawda, czajnik jest tylko w kuchni i w korytarzu,

„Codziennie rano w obiekcie serwowane jest śniadanie kontynentalne i w formie bufetu” – po pierwsze owo „śniadanie kontynentalne” składa się z bananów, ciastek, płatków i mleka, ale ponieważ wszystkie owe produkty wykładane są na stół już wieczorem poprzedniego dnia, na śniadanie dnia następnego niewiele zostaje.

Wygląda na to, że do niczego więcej przyczepić się nie mogę, czego niniejszym nie czynię. Jest parking, jeśli ktoś podróżowałby samochodem. Wi-Fi działa. Ciepło jest. Można zrobić pranie – oczywiście za opłatą. I jest naprawdę tanio. Sami byliśmy zaskoczeni, że udało nam się znaleźć w końcu nocleg poniżej 10 euro.

Ryga w obiektywie
Następnego dnia kilkoro z nas źle się czuło. Najgorzej – Kalinka. Tak to chyba jest, że po około tygodniu intensywnej podróży przychodzi kryzysowy moment. Z doświadczenia wiem, że trzeba go po prostu przeczekać. Jednak w przypadku Kaliny konieczne było umówienie jej wizyty u (łotewskiego) lekarza. Skontaktowaliśmy się więc z naszym ubezpieczycielem i zarejestrowaliśmy Kalinę do przychodni.
Jak wspomniałem, minął tydzień. Można powiedzieć, że „minął tydzień ubrań”. Musieliśmy zrobić pranie. Znaleźliśmy pralnię. Była akurat zamknięta. Ale na drzwiach podany był numer telefonu. Zadzwoniliśmy. Po niedługim czasie przyszedł pan. Zważył ciuchy każdego z nas, zapisał imiona, cenę i kazał przyjść po 18:00. Bardzo miły, naprawdę.

Tymczasem Zuza i Domino poszli z Kalinką do lekarza. Werka z Julką – do hostelu, żeby zjeść trochę ciepłego rosołu. Ja z Maksem i Mikołajem ruszyliśmy, że tak powiem, na Rygę. Tak się rozpędziliśmy, że minęliśmy całe stare miasto. Zorientowaliśmy się, jak doszliśmy do morza i musieliśmy wrócić. (Żartuję. Do morza to tam jest jeszcze z 20 km.)
Było już zatem popołudnie, gdy zaczęliśmy zwiedzać. Wrażenie, jakie Ryga robiła na mnie od początku (może nie od początku, bo obrzeża przypominają socjalistyczną zabudowę z serialu „Alternatywy 4”) było takie, że jest wąska i wysoka.

 

[foto: Julka Bardziejewska]

[foto: Julka Bardziejewska]

[foto: Julka Bardziejewska]

[foto: Julka Bardziejewska]

[po protu spodobał nam się wystrój tego baru. Ceny były jednak kosmicznie wysokie]

[foto: Julka Bardziejewska]

 

[foto: Julka Bardziejewska]

[foto: Julka Bardziejewska]

Przygód w hostelu ciąg dalszy
Druga i ostatnia noc w naszym hostelu także obfitowała w niespodzianki i zdarzenia, które na długo zapadły nam w pamięć. Na szczęście pszczoły poszły w zapomnienie, bo zażądaliśmy zmiany pokoju.
Ja myślę, że nasz hostel ma po prostu w ofercie „robienie nocnych niespodzianek gościom”. W środku nocy w pokoju, w którym spała Zuza i Dominik dały się słyszeć dziwne odgłosy. Dobiegały zza okna. Przebudzili się. Obserwowali chwilę okno, aż ukazał się w nim – wdrapujący się mężczyzna! Nie mógł sobie poradzić. Na szczęście pozostali „współlokatorzy” też się przebudzili i zaczęli reagować.
I forgot the code…– wyznał bezradnie facet, prawie ze łzami w oczach. Bardziej jednak rozbawił, niż przestraszył. Jedna dziewczyna podeszła i podała mu kod do drzwi wejściowych do hostelu. Reszta nocy minęła w spokoju.

Następnego dnia pożegnaliśmy niestety Werkę, która się rozchorowała. (Drużyna Pierścienia się rozpada…) Wróciła autobusem do Warszawy. Zatem znowu zostaliśmy w siedem osób. I znowu musieliśmy podzielić się na dwie pary i jedną trójkę. Tym razem w zespole byłem z Maksem. Zrobiliśmy małe zakupy w naszej „Maximie”. Mieliśmy świadomość, że w Estonii, do której zapewne dziś dotrzemy, ceny są już troszeczkę wyższe. Około południa wyjechaliśmy tramwajem na obrzeża Rygi i na stacji benzynowej zaczęliśmy łapać stopa.

CDN…

*Wielkie dzięki za zdjęcia, Julka. Są świetne!

Maciek Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: