Stambulskie bazary – czyli tam, gdzie sprzedawcy śpiewają o mandarynkach

Byliśmy na kilku bazarach w Stambule. Wydaje mi się, że są to takie miejsca, w których nie dochodzi tylko do kupna i sprzedaży. Tam odbywa się coś więcej. To niemal ceremonia, rytuał, a nawet pewien rodzaj „nabożeństwa”.

Byliśmy na kilku stambulskich bazarach; od słynnego The Grand Bazaar, po całkowicie nieturystyczne targowiska na obrzeżach centrum miasta. Jednak, wbrew temu, co by się mogło wydawać, wcale nie wybieraliśmy się tam w celu zrobienia zakupów (a przynajmniej  nie był to główny powód naszych wizyt). Najbardziej zależało nam na wtopieniu się w tłum i doświadczenia „od podszewki” tureckiego handlu. Udało się.

The Grand Bazaar – Kryty Bazar
Bije tu serce stambulskiego handlu. To takie miniaturowe miasteczko w samym centrum Stambułu, a do tego istny labirynt krętych (zadaszonych) ulic i uliczek (jest ich tam 61!). Bez mapy bardzo łatwo można się w nim zgubić. Zajmuje bowiem powierzchnię ponad 30 hektarów. A funkcjonuje tam ponad 3000 sklepów i sklepików. Do tego daje pracę ok. 25.000 ludzi i niezliczonej ilości ulicznych sprzedawców kręcących się dookoła¹. Wszystko to nadaje mu absolutnie romantyczny, magiczny i egzotyczny klimat.

Trudno oprzeć się pokusie, by nie spędzić tam popołudnia w jednej z przytulnych kawiarenek, obserwując różnorodny, kolorowy i niekończący się tłum – wylewający się z każdej uliczki. Choć tak naprawdę wcale nie trzeba zachodzić do kawiarni, żeby napić się herbaty czy spróbować lokalnych łakoci. To właśnie specyfika stambulskich (i zgaduję, że wielu innych tureckich) bazarów. Sprzedawcy sami wychodzą przed swoje „stragany” i zachęcają potencjalnych klientów do skosztowania ich produktów. Bez wydawania ani jednej liry spokojnie można się najeść i napić w The Grand Bazaar.

Jeśli jednak coś zasmakuje nam na tyle mocno, że postanawiamy to kupić, czeka nas jedna z najważniejszych (i moim zdaniem najprzyjemniejszych) tradycyjnych „procedur” – czyli targowanie się. Należy się targować! Stambulscy bazarowi sprzedawcy są na to gotowi, otwarci, a nawet chętni. Po prostu podają swoją cenę, my podajemy swoją – oni troszkę obniżają, my troszkę podnosimy… Mój kolega na przykład kupował turecką herbatę u jednej ze sprzedawczyń (okazało się zresztą, że jest chrześcijanką) i po kilku chwilach negocjacji – niemalże za cenę jednej paczki – otrzymał dwie.

Co można kupić na bazarach w Stambule?
Zależy gdzie. (Do XIX wieku można było kupić nawet niewolników. Dziś – już na szczęście nie.) Na naszym Grand Bazaar mnóstwo różnych typowo tureckich pamiątek (szklaneczki, biżuterię, dywany i całą masę gównianych gadżetów – jak wszędzie). Ale oprócz tego kawę, herbatę, słodycze, przyprawy (!), zegarki, fajki wodne, czy ubrania. No, wszystko!

Po inne – mniej „turystyczne” produkty – trzeba wybrać się na inne bazary. Któregoś dnia całkiem przypadkowo wylądowaliśmy późnym popołudniem na takim zupełnie „niekomercyjnym” (sick!) bazarze. Żeby było śmieszniej, też można nazwać go „krytym” lub „zadaszonym”. Bowiem nad uliczką, wzdłuż której ustawione były wszystkie stragany, bardzo przemyślnie rozwieszone były wielkie niebieskie (i nie tylko) plandeki, chroniące zarówno klientów jak i sprzedawców przed słońcem i deszczem. Materiał był zaczepiony o budynki z jednej strony, z drugiej o konstrukcje kramów. Byliśmy tam akurat w momencie, kiedy powoli handel tego dnia się kończył i pierwsi Turcy zaczynali zwijać swoje stanowiska, odpinając przy tym swoje części „dachu”. Fantastyczne!

Harmider był nie mniejszy niż w The Grand Bazaar. Do naturalnego szumu powodowanego dużą ilością ludzi, dochodziły krzyki sprzedawców. Nie znaliśmy tureckiego, ale bez problemu rozumieliśmy to, o czym śpiewają (gdyż w pewnym momencie pokrzykiwania niektórych z nich naprawdę zaczynały nabierać zauważalnej linii melodycznej). I tak na przykład pewien pan śpiewał o tym, że sprzedaje mandarynki – najlepsze i najtańsze mandarynki, a drugi – niby mu odśpiewując – zapraszał do siebie po pyszne ryby! Darli się bez żadnego wstydu, niemal znudzeni i wyraźnie do tego przyzwyczajeni. Właśnie na tego typu bazarach kupuje się w Stambule takie rzeczy: owoce, warzywa, ryby, ale też ciuchy; bluzy, buty – najczęściej podróbki znanych marek (są to często bardzo dokładnie sfałszowane i wierne kopie).

¹www.turkishculture.org

[Bardzo dziękuję Zuzi i Maćkowi za zdjęcia 🙂 ]
Zapraszam bardzo gorąco na „Noc w sercu Stambułu” i na „Klienta po turecku” 😀

Noc w sercu Stambułu

Maciek Tomaszewski

 

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: