Autostopem do Szklarskiej Poręby

AUTOSTOPEM DO PRAGI
część 1

Zaczęło się! Wystarczyło stanąć przy drodze, wyciągnąć kciuka, karton z nazwą miasta i… uśmiech! 🙂 I zwiedzać świat!

3 września 2016 – pierwszy dzień podróży „Autostopem do Pragi”

Dokładnie o 6:00 zaczęliśmy z Anią łapać pierwszego stopa na wylotówce ze Śremu. Na trawie była jeszcze rosa, chłód nocy powoli ustępował, a słońce zaczynało promieniami łaskotać nas po twarzach… Ale nie cieszyliśmy się tymi „pięknymi okolicznościami przyrody” za długo! 🙂 Jest to moje pierwsze podróżowanie autostopem z kobietą i naprawdę nie spodziewałem się, że kierowcy zatrzymują się  aż tak szybko!
Już o 6:04 ładowaliśmy się do pierwszego samochodu. Zajechaliśmy nim aż do Lubina, dokąd nasz dobrodziej jechał na giełdę  sprzedać swoje auto. Pan pracował jako handlarz samochodów we Francji. Wiele więcej nie udało nam się od niego wyciągnąć, gdyż nie był nadto gadatliwy. Przeciągająca się cisza była troszeczkę niezręczna, za to wygodne fotele i klimatyzacja były… bardzo zręczne! 🙂 (Naszym kierowcom staraliśmy się odwdzięczać przynajmniej rozmową. Ale jeśli trafił się nieco mniej rozmowny kierowca, to nie męczyliśmy go sztucznie przeciąganą pogawędką.) Ogólnie facet był bardzo uprzejmy. Pod koniec naszej wspólnej podróży wstąpiliśmy jeszcze do myjni, a niedługo potem łapaliśmy z Anią kolejną okazję.

Minęło trochę czasu, zanim kolejna dobra dusza zdecydowała się nas podwieźć. Udało się to dopiero po przejściu pieszo jakichś 4 km. Próbowaliśmy łapać stopa w kilku miejscach, ale nie brali… Doszliśmy w końcu do stacji benzynowej. Zdjęliśmy plecaki, a ja zacząłem zaczepiać kierowców pytaniem, czy zabierają autostopowiczów. Ale jedni byli z Lubina (jeden uroczo przestraszony pan – o co ja go w ogóle pyta?!), a inni mieli już komplet pasażerów…
Właśnie czaiłem się, żeby zagadać kolejnego kierowcę. Ania w tym czasie przygotowywała kartoniki z nazwami miast. Nagle jeden miły gość przechodzący obok mnie zapytał, dokąd jedziemy.

Stefan, bo tak miał na imię, mimo obecności w jego wozie roweru, kilkunastu opon i jeszcze jakiegoś sprzętu kolarskiego, zaprosił nas do środka, gdy usłyszał, że jedziemy do Jeleniej Góry. Opowiedzieliśmy mu o naszych planach zwiedzenia Pragi. Dogadaliśmy się wtedy, że akurat w poniedziałek będzie w Pradze i, jeśli chcemy, moglibyśmy się z nim zabrać wieczorem tego dnia z powrotem do Polski. Łatwiejszej autostopowej podróży nie mogliśmy sobie chyba wyobrazić. Bardzo się ucieszyliśmy, bo mielibyśmy z głowy kwestię powrotu do domu – z nowym znajomym. Ale to było zbyt piękne, żeby było prawdziwe! 🙂 Wymieniliśmy się wprawdzie numerami, ale jakiś czas potem napisał, że z jego wyjazdu jednak nici…

Był bardzo sympatycznym facetem. Gadaliśmy o pracy i rowerach, które były jego hobby. Stefan podwiózł nas specjalnie na wylotówkę z Jeleniej Góry na Szklarską Porębę. Stamtąd mieliśmy już do niej naprawdę bliziutko.

Znów nie czekaliśmy chyba nawet 5 minut, gdy do auta zaprosiła nas kolejna osoba. Do Szklarskiej Poręby dojechaliśmy w jakieś 10 minut eleganckim szybkim Fordem z eleganckim miłym panem. Punktualnie o 12:00 byliśmy w Szklarskiej Porębie! Nie spodziewaliśmy się tak dobrego czasu! 🙂

Zjedliśmy po bułce, Ania pomoczyła nogi w strumieniu i ruszyliśmy dalej. Tym razem pieszo, już nie łapiąc stopa, gdyż na krętej, prawie górskiej drodze byłoby to trudne. Doszliśmy do słynnego wodospadu (lub raczej „wodospadku”) Szklarka, nad którym wysoko na skałach spędziliśmy orzeźwiający kwadrans.
Do „centrum” Poręby podwiózł nas kolejny miły jegomość. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy ruszać w dalszą drogę jeszcze dzisiaj. Rozważając za i przeciw, znaleźliśmy miejsce na rozbicie namiotu – niedaleko kościoła, gdzie miły ksiądz Paweł pozwolił nam przenocować i nas ugościł.

***
Naszą znajomość z nim zawarliśmy w całkiem zabawnych okolicznościach. Siedzieliśmy przed plebanią i czekaliśmy, aż pojawi się jakiś ksiądz. W pewnym momencie zauważyliśmy jakiegoś prawie łysego faceta w dresie, który szedł w naszą stronę. Pomyśleliśmy, że może to jakiś uczynny parafianin pomagający przy plebanii lub nawet jakiś facet… poddający się resocjalizacji.
-Dzień dobry – powiedziałem.
-Dzień dobry… i szczęść Boże też – odpowiedział ksiądz ( 🙂 ) Paweł
-Przepraszam, pan jest księdzem?
***

Teraz właśnie leżymy na trawniku i spędzamy miłe popołudnie.  Przed nami tylko: relaks, odpoczynek, piwerko i noc. Zdecydowaliśmy się nie ruszać dalej w drogę, żeby do Pragi nie dojechać późnym wieczorem; zwłaszcza, że trafiło się nam takie dobre miejsce na nocleg.
Trzymajcie za nas kciuki! Wkrótce kolejne relacje. (Jutro pewnie uda nam się dojechać do Pragi, więc jak znajdziemy trochę wi-fi, to się odezwiemy 🙂 )

 

Maciej Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: