TOP 5 gier planszowych

Ranking najlepszych gier planszowych i towarzyskich
w czasie podróży z rodziną i przyjaciółmi

 

Przygotowaliście dokładnie całą podróż; zaplanowaliście, co zwiedzić, co zobaczyć, na jaką wejść górę i gdzie jest najlepsza plaża. I wtedy nadchodzi „to”. To, czego wszyscy tak bardzo się boimy. Czyli – załamanie pogody, deszcz.

Pewnie wielu z nas dobrze to zna z własnego doświadczenia. Nie ma chyba nic gorszego i bardziej frustrującego dla podróżnika niż konieczność siedzenia w wynajętym pokoju i smętne gapienie się w okno, za którym z szarych chmur pada deszcz. Wrrr…
W gruncie rzeczy pozostają nam wtedy do wyboru dwie rzeczy. Pierwsza to oczywiście czytanie bloga Za płotem… Druga to – gry planszowe (i towarzyskie)! Spytacie być może: „Maciej, gry planszowe? Czy to w ogóle może być ciekawe?”. Ha! Otóż może. Moim zdaniem to nawet jeden z weselszych sposobów na zabicie nudy. A jak wiadomo i jak mówi piosenka „w czasie deszczu dzieci się nudzą”.
Pewnie wśród Was znajdą się więksi fani i znawcy planszówek ode mnie. Chętnie poznam Wasze propozycje. Dobrze byłoby ogarnąć jakieś nowe gry, żeby mieć coś w zanadrzu, gdy w podróży zastanie mnie niepogoda. Mam nadzieję, że podzielicie się swoimi top-grami w komentarzach, a na razie zechciejcie rzucić okiem na mój ranking. Starałem w nim zawrzeć gry, które wzbudzają naprawdę pozytywne emocje. Nie znajdziecie w nim więc np. Eurobiznesu (który nawet z rodziców i dzieci potrafi uczynić wrogów, doprowadzić do rozwodu i rozbić rodzinę), ale gry, w które śmiało można grać z dużym „luzem w gaciach”, bez obawy o kłótnię.

 

  1. Sabotażysta
    Tę grę wypróbowałem już wielokrotnie. Zawsze z baaardzo pozytywnym skutkiem. Grałem w nią zarówno z moją rodziną jak i z przyjaciółmi. I chyba głównie na tym polega fenomen tej gry, że bawią się przy niej równie dobrze moja Babcia i Dziadek co moi znajomi. Naprawdę ludzie bardzo dużo śmieją się w trakcie „Sabotażysty”.
    A o co w ogóle chodzi w samej grze?
    Celem gry jest dotarcie kopaczów do skarbu lub też przeszkodzenie im w osiągnięciu tego przez tytułowego sabotażystę/sabotażystów. Rozgrywka podzielona jest na trzy rundy. Na początku każdy losuje postać, w jaką się wciela, ale nie dzieli się swoją tożsamością z innymi. Gracze muszą rozpoznać swoich sojuszników i przeciwników po tym, jak zachowują się w grze. Rund jest trzy, więc każdy może wcielić się zarówno w kopacza jak i w sabotażystę. Akcja gry dzieje się w starej kopalni złota. Każdy gracz może budować tunel; kopiąc kolejne korytarze, blokować innych graczy; psując im wózki, lampy albo kilofy.
    Zabawa jest naprawdę przednia i rozkręca się błyskawicznie! Mimo , że zasady są banalnie proste, a gra niewymagająca szczególnej koncentracji, to już po chwili gracze z zaangażowaniem oddają się rozrywce (np. podejrzewają się nawzajem o bycie sabotażystą).
    Coś w sam raz na podniesienie morale podczas deszczowej pogody w czasie wyjazdu ze znajomymi.

Rodzaj gry: strategiczna
Czas: ok. 30 minut
Ilość graczy: 3-10
Ocena: 9/10
Uwagi: Herbatka i inne napoje – jak najbardziej wskazane!

 

  1. Prawo dżungli
    W tej grze liczy się refleks! Gra zręcznościowa i na spostrzegawczość. Bardzo towarzyska i także wzbudzająca pozytywne emocje. Że nazwa troszkę przerażająca? I słusznie! Nazwa gry ani trochę nie jest przesadzona…
    Zabawa polega na tym, że gracze, siedząc wokół „totemu”, wykładają po kolei przed sobą po jednej karcie z ręki. (Każda karta przedstawia jakiś obrazek. Część z nich jest bardzo podobna do siebie, tylko niektóre są identyczne.) Powtarzają tę czynność dopóki na stole nie pojawią się dwie takie same karty. Wtedy ich „wyłożyciele” muszą jak najszybciej chwycić totem. I tutaj zaczyna się prawdziwa wojna, podczas której obowiązuje prawdziwe prawo dżungli: zdarza się, że osoby walczące o totem wyrywają go sobie z rąk kilka minut, szarpiąc się czasem o niego nawet na podłodze czy na kanapie. (Zatem gra ma również walory integracyjne.) Osoba z wolniejszym refleksem zabiera karty przeciwnika i dokłada je na kupkę swoich kart. Celem gry jest jak najszybsze pozbycie się kart z ręki i sprzed siebie.
    Grze towarzyszy bardzo mocne napięcie; wszyscy wpatrzeni są w kartę, którą właśnie wykłada przeciwnik, żeby w razie potrzeby błyskawicznie zareagować. Najśmieszniej jest, gdy niektórzy nie wytrzymują napięcia i bardzo często chwytają „totem”, gdy obrazki na kartach są tylko podobne. Za każdym razem, gdy totem idzie w ruch, napięcie spada…, żeby zaraz zacząć rosnąć od nowa.
    Prawu dżungli naprawę towarzyszy dużo śmiechu, polecam!

Rodzaj gry: zręcznościowa
Czas: ile się chce
Ilość graczy: ile się chce
Ocena: 8/10
Uwagi: Występuje ryzyko podrapanych dłoni… Zwłaszcza gdy w grze biorą udział „długopaznokciowe” dziewczyny!

 

  1. Activity
    Bardzo, bardzo, bardzo towarzyska gra! Wzbudza we mnie naprawdę przyjemne i miłe wspomnienia. W Activity wprawdzie element rywalizacji występuje, ale w bardzo łagodnym stopniu. Jest to taka milutka, mięciutka, pozytywna gra. A o co w niej chodzi?
    Gracze dzielą się na zespoły co najmniej dwuosobowe. Ich głównym zadaniem jest odgadywanie haseł, które jeden z członków teamu pokazuje, rysuje bądź o nich opowiada. Hasła dzielą się na proste – czyli jednoczłonowe (np. wilk, odkurzacz…), trochę trudniejsze – składające się z dwóch słów (np. ocieplenie klimatu, siódme niebo…) i najtrudniejsze – czyli zwroty z trzema słowami (np. bułka z masłem, okno na świat…). Gra wywołuje naprawdę salwy śmiechu, zwłaszcza gdy ogląda się swoich znajomych desperacko próbujących przedstawić jakieś strasznie trudne hasło. Wystarczy wyobrazić sobie swoją przyjaciółkę lub przyjaciela próbującego w kalamburach zaprezentować np. wyścig szczurów albo zasady moralne. Utrudnieniem jest uciekający czas odmierzany za pomocą małej klepsydry odwracanej w odpowiednim momencie przez współzawodników.
    Activity jest bardzo ożywcze i ciekawe, bo łamie trochę tabu tradycyjnej planszówki. Jest urozmaicona poprzez różne formy kreatywności – mówienie, rysowanie a nawet ruszanie się. Przy tej grze na pewno nie można się nudzić ani zasiedzieć przy stole!

Rodzaj gry: integracyjna
Czas: ok. 50 min
Ilość graczy: 4-kilkanaście osób (najlepiej parzysta liczba)
Ocena: 8,5/10
Uwagi: Przyda się kartka, długopis, dobry humor i zgrana paczka znajomych.

 

  1. Tajniacy
    W „Tajniakach” właściwie prawie nic się nie mówi… A jednocześnie prawie bez przerwy robi się zszokowane, podejrzliwe i rozbawione miny. W grze można szczególnie wykazać się wyobraźnią i kojarzeniem ze sobą różnych, pozornie niemających nic wspólnego, słów.
    Sytuacja z zewnątrz dla niezorientowanego obserwatora mogłaby wyglądać co najmniej dziwnie. I śmiesznie. Przy stole siedzi kilka osób i co jakiś czas ktoś się odzywa, podając jakieś słowo i jakąś cyfrę, np. „owoc 3”. Dlaczego? Pokazuję i objaśniam.
    Na stole leży 25 symetrycznie ułożonych kartoników. Na każdym z kartoników znajduje się słowo. Każde słowo jest inne.
    Uczestnicy gry są zaś podzielni na dwie drużyny. Każda drużyna wybiera spośród siebie szefa. Szefowie dwóch przeciwnych drużyn (czerwonych i niebieskich tajniaków) mają przed oczami tabliczkę przedstawiającą układ 25 kartoników ze stołu. Pola na tabliczce są zaznaczone różnymi kolorami – czerwonym, niebieskim, białym i czarnym. Słowa niebieskie musi wskazać niebieska drużyna, słowa czerwone – (uwaga!) czerwona.
    Gra na inteligencję oraz znajomość siebie nawzajem. Czasami dochodzi do naprawdę skomplikowanych kombinacji skojarzeń. Wszystko po to, żeby za jednym zamachem zasugerować swojej drużynie jak najwięcej słów. Chodzi o to, żeby drużyna domyśliła się, że kiedy szef mówi np. „owoc 3”, chodzi mu o słowa: kompot, niebo, żebro…
    „Tajniacy” to sympatyczna i (nie)bezpieczna zabawa. Świetna na wieczór z rodziną albo ze znajomymi!

Rodzaj gry: skojarzeniowa
Czas: ile się chce
Ilość graczy: ok. 6 osób
Ocena: 8,5/10
Uwagi: „Tajniacy”, może troszkę wbrew nazwie, mogą fajnie odstresować. Do gry koniecznie trzeba się zaopatrzyć w mleczko, ciasteczko, wielkie sztuczne wąsy, kapelusz i płaszcz z wysokim kołnierzem…

 

  1. Super-farmer
    Planszówka-dinozaur. Gra stara jak świat. Klasyka klasyki. (Wymyślił ją Polak! Już w 1943 roku „Super-farmera” stworzył wybitny matematyk – profesor Karol Borsuk. Pierwotnie pod nazwą „Hodowla zwierzątek”.)
    Wreszcie jakaś normalna gra z normalnym rzucaniem normalną kostką… No właśnie. I tu pojawia się problem. Normalna gra się zgadza, normalne rzucanie też… Normalna kostka? Nie w „Super-farmerze”. Tutaj kostka ma 12 ścianek. A na ściankach wcale nie ma liczby oczek, tylko symbole zwierzątek. A kostka wcale nie jest jedna, tylko dwie. Większość zwierząt na obu kostkach powtarza się. Żeby zdobyć któreś z nich należy wyrzucić jego podobiznę na obu kostkach naraz. (Nie każde zwierzę występuje na obu kostkach. Ale o tym za chwilkę.)
    Gra jest w bardzo sielankowym i przytulnym klimacie. Jej celem jest stworzenie farmy, na której znajdzie się każde zwierzę z kostki: królik, owca, świnia, koń i krowa oraz dwa pasy (mały i duży) – do pilnowania gospodarstwa. Przed czym mają je pilnować? Przed groźnym wilkiem i lisem, które także znajdują się na kostkach i mogą odwiedzić naszą farmę.
    Aby zdobyć wszystkie zwierzęta, należy wymieniać je z bankiem (głównym stadem). Na przykład 6 królików = 1 owca, 2 owce = 1 świnia itd. Z czasem szczęście przy rzucie kostką przestaje odgrywać główną rolę. Chodzi o to, żeby tak kombinować i tak wymieniać się zwierzętami, żeby w jak najkrótszym czasie doprowadzić do stworzenia pełnej farmy.
    Bardzo rodzinna i ciepła gra. Bardzo dobra na deszczowe wieczory w podróży. Potwierdzone info. (Zabijaliśmy „Super-farmerem” czas z rodzinką, gdy kilka lat temu podczas wakacyjnego wyjazdu popsuł się nam samochód pod granicą niemiecko-francuską.)

Rodzaj gry: logiczna
Czas: ile się chce
Ilość graczy: kilka
Ocena: 8,5/10
Uwagi: Najlepiej grać w pobliżu francusko-niemieckiej granicy.

 

Oto ranking pięciu, moim zdaniem, najciekawszych gier planszowych na wyjazd z przyjaciółmi albo rodziną.
A jakie są Wasze propozycje? 😉

Maciej Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: