Wyścig Autostopem VS Władca Pierścieni

Na pewno z niejednej przygodowej książki znacie sceny typu… „tajemnicze spotkanie” (np. jakiegoś tajnego bractwa, organizacji albo gangu złodziei). To wtedy tajemnicze osoby w kącie gospody ustalają przy dobrym trunku – szczegóły jakiegoś przedsięwzięcia… Są zakapturzone, palą fajki, coś sobie cichaczem przekazują pod stołem albo pochylają się nad mapą. Niedawno właśnie tak się poczułem – niemal jak bohater książki Tolkiena. Posłuchajcie…

Była jakaś połowa lutego, gdy wpadłem na pomysł, jak spędzić tegoroczną majówkę. Po bohaterskim przeżyciu pierwszego semestru studiów (niewynagrodzonym żadnymi zimowymi feriami…) uznałem, że zasłużyłem na jakiś egzotyczny wypoczynek. Jednak, jak na studenta przystało, trzeba mi się liczyć z pieniędzmi. Pomysł, z którym nosiłem się od dawna, mógł się teraz jak najbardziej ziścić.
Po raz piąty z Poznania podczas weekendu majowego startuje Wyścig Autostopem. Jest to impreza, w której udział weźmie prawdopodobnie około 1000 autostopowiczów. 29 kwietnia o 9:00 rano wyruszą z Placu Wolności łapać pierwszego stopa. Tym razem metą wyścigu jest włoska nadmorska miejscowość – Comacchio, pod Ravenną. Mimo, że jest to wyścig, to wcale nie wygrana jest najważniejsza. Najważniejsza jest wspólna zabawa i… impreza nad włoską plażą z tysiącem szalonych ludzi z Polski i Włoch (i nie tylko)! 🙂

Do rzeczy! Zacznę od tego, że już jakiś czas temu, podczas rozmowy z moim dobrym kolegą – Dawidem, okazało się, że bardzo chętnie wziąłby udział w tego typu wyprawie. Napisałem więc do Dawida:

Powiem wprost. Mam fajny pomysł na majówkę. Pamiętam jak gadaliśmy, że chętnie byś się ze mną kiedyś wybrał autostopem w podróż.
-No i cały czas podtrzymuję te słowa.
Umówiliśmy się zatem na wieczór następnego dnia, żeby omówić szczegóły sprawy – w lokalnej knajpie. I właściwie już to było początkiem naszej wyprawy.

W piątkowy wieczór przy piwku czy dwóch obgadaliśmy z grubsza wstępny wybór trasy (a podstawowych możliwości jest przecież kilka: Niemcy – Austria – Włochy, Czechy-Austria-Włochy…), konieczny ekwipunek, koszty itd. Kilku gości lokalu z zaciekawieniem przyglądało się zaznaczonej na mapie Europy trasie, przechodząc obok nas. Jednak większość pozostawała nieświadoma, że właśnie tutaj – w tym miasteczku, w tej restauracji – przy tym stoliku – tworzy się… historia i przygoda! 🙂
Czy nie mamy żadnych obaw związanych z taką podróżą? Hmm… Autostop to rzeczywiście specyficzny sport. Uprawiając go, zgadzamy się na wszystkie jego warunki, ale właśnie to czyni go tak fascynującym! Podróżowanie stopem zmusza nas do bycia otwartym, odważnym, elastycznym. Stwarza cały czas kolejne możliwości poznawania nowych osób, przeżywania niesamowitych sytuacji (których nie przeżyje się, wykupując wycieczkę w biurze podróży), odkrywania samego siebie. Z resztą… Avida est periculi virtus 🙂

 

_________________________

*A jeśli chcesz się dowiedzieć, jak zakończył się dla nas Wyścig Autostopem, zajrzyj tutaj >> Berlińska przygoda

 

Maciej Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: