Za 0 zł do Pragi

— AUTOSTOPEM DO PRAGI —
część 2

4 września 2016 – drugi dzień podróży „Autostopem do Pragi”

Wczoraj wyjechaliśmy z domu, dziś już jesteśmy w Pradze! Nie spodziewaliśmy się, że będziemy mogli tak szczerze powiedzieć. Obudziliśmy się o 6:00 w Szklarskiej Porębie.
Zjedliśmy śniadanie, kupiliśmy jeszcze kilka czeskich koron, umyliśmy zęby (wysoko nad strumieniem przecinającym wylotówkę na Czechy) i zaczęliśmy łapać. I to było jedno z dłuższych oczekiwań na jakiegoś dobrodusznego kierowcę. Do Jakuszyc podrzucił nas pan z wąsem, który jechał tam, żeby wziąć udział w biatlonie. W ten sposób znaleźliśmy się pod samą polsko-czeską granicą. Punkt do łapania stopa był idealny i po niedługim czasie zatrzymał się samochód z trzema uprzejmymi młodymi Czechami. Przed 11:00 byliśmy już w samym centrum Pragi – na starym mieście. Specjalnie nas tam podwieźli i pokazali, w którą stronę powinniśmy iść. Po drodze pytali, co chcemy zwiedzić w ich stolicy, po czym uświadamiali nas co do atrakcyjności poszczególnych miejsc. Słynna Zlatá ulička (Złota uliczka) nie znalazła w ich oczach uznania, ale i tak kilka godzin później ją oglądaliśmy. Całkiem ładna, ale rzeczywiście szału nie ma. Może faktycznie jest troszkę przereklamowana.
Przez cały dzień zwiedziliśmy niemal całe stare miasto – Praski Zamek, Most Karola (podeszły tam do nas 3 dziewczyny pochodzące spod Warszawy, kiedy robiliśmy sobie zdjęcia z kartonem z „Pragą”. Gdy dowiedziały się, że przyjechaliśmy stopem były bardzo zaciekawione i zdziwione (tak samo jak my), że udało nam się to zrobić tak szybko. To był… miód dla mojego ego! 🙂 Jeśli chodzi o sam Most Karola – to jest bardzo piękny. Robi wrażenie, zwłaszcza o zachodzie słońca!), kościoły i parki.

Zdążyliśmy też chapnąć jakiś malutki obiad „na mieście”…

Za to na kawałek wi-fi i coś do picia wybraliśmy się wieczorem do McDonald’a. Ach, ta globalizacja…
Pod wieczór niestety spadł deszcz, a my zaczynaliśmy się powoli rozglądać za miejscem na nocleg. Zdecydowaliśmy się na park nieopodal ambasady USA. Było już ciemno i po półgodzinnym błądzeniu w praskich uliczkach, a potem w parku znaleźliśmy upragnione miejsce na rozbicie namiotu (było kilka ciekawych miejsc; ale to, po oświeceniu latarką, okazały się już zajęte przez innych bezdomnych).

W miejscu naszego spania… straszyło! Nie żartuję! Przez większą część nocy dobiegały do nas jakieś tajemnicze odgłosy… Myśleliśmy, że to koty… Mieliśmy nawet wrażenie, że dookoła naszego namiotu ktoś chodzi i go dotyka…  🙂 Było niewygodnie, bo spaliśmy na niewielkim stoku. Skitraliśmy jednak namiot na tyle sprytnie za krzaczkiem, że mimo różnych nocnych strachów szczęśliwie rano wyszliśmy na zewnątrz, gdzie ogarnął nas powiew świeżego parkowego pachnącego moczem powietrza! 🙂

 

Maciej Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: