Życie kierowcy ciężarówki

 

CB radio, papierosy i samotność

Ciężarówkami bardzo często jechałem podczas moich autostopowych podróży. Miałem więc okazję obserwować życie ich kierowców trochę bardziej od środka. Większość z nich zresztą sama chętnie opowiadała mi o życiu i pracy. Właściwie cały czas są sami i nie mają się do kogo odezwać – wzięcie autostopowicza stwarza okazję do rozmowy i wygadania się. Z tego powodu mam zamiar trochę się na ten temat powymądrzać 😉

Wiele osób myśli, że kierowcy ciężarówek zjeździli pół świata albo Europy, więc tyle samo świata widzieli. Paradoksalnie nie jest to jednoznaczne. Zacznę jednak od początku.

 

Dzień jak co dzień

„Dzień” kierowcy ciężarówki nie zawsze zaczyna się rano. Chyba najczęściej – nie. Zaczyna się o przeróżnych porach. Często nad ranem, czasem późno w nocy. Po kilkugodzinnym śnie (w tygodniu zdarzają się pauzy 9-godzinne albo 11-godzinne) kierowca wstaje z łóżka (lub raczej z pryczy), przesiada się na swój fotel i jest w zasadzie gotowy do pracy.

Jeśli zaparkował ciężarówkę na parkingu wyposażonym w toaletę, to z pewnością pójdzie „odlać się do kibla”; umyć ręce, twarz, ewentualnie ogolić się. Często jednak zdarza się, że jego samochód stoi w jakiejś niewielkiej prymitywnej zatoczce, która robi tylko za miejsce do postoju. Wtedy jego poranna toaleta ograniczy się pewnie do przemycia twarzy wodą z butelki (często w tym celu przechowywaną za fotelem kierowcy) i wysikania się w krzakach.

Po przekąszeniu czegoś (albo i nie) i sprawdzeniu w telefonie czy może nie przyszedł sms od szefa z adresem kolejnego załadunku/rozładunku – kierowca (najczęściej)… – zapala papierosa. Papierosy… Rekordziści wypalają dziennie do dwóch paczek „fajek”! Dotychczas tylko dwóch kierowców ciężarówek, z którymi jechałem, nie paliło. Cała reszta – paliła bardzo dużo lub dużo.
Włączają GPS-a, wprowadzają dane adresowe i wyjeżdżają z parkingu.

I tak cały dzień, tydzień i może nawet całe życie. Kierowcy są właściwie ciągle w trasie. Ich praca toczy się (nomen omen) od parkingu do parkingu, od pauzy do pauzy, od weekendu do weekendu. Wśród tych ludzi można znaleźć naprawdę różne charaktery: od nerwusów po flegmatyków. Część z nich szlag trafia, jeśli na rozładunek mają czekać dłużej niż godzinę, część po dwóch godzinach oczekiwania spokojnie otwiera kolejną paczkę papierosów.

 

Samotna praca

Wielu z nich czuje się samotnych. Nawet, a może tym bardziej, jeśli mają rodziny. Pewien kierowca z Ukrainy, z którym przejechałem kawał drogi przez Węgry, Chorwację, Słowenię itd. pokazywał mi w portfelu zdjęcie swojej żony. Jeden Polak przywieszone w kabinie miał serduszko wykonane przez jego dzieci z napisem, żeby zawsze szczęśliwie wracał do nich – do domu. Wzruszające? Tylko na moment, bo zaraz potem kierowcy ciężarówek są z powrotem twardzielami. Bez załamywania się przyjmują wszystko, co spotyka ich w robocie; niepogoda, roboty drogowe, wypadki, awarie, kradzieże…

Chyba każdemu kierowcy ciężarówki bardzo zależy, żeby na weekend przyjechać do domu. Nie zawsze się to jednak udaje, zwłaszcza jeśli jeżdżą nie tylko po Polsce. Wtedy często przychodzi im spędzić sobotę i niedzielę na jakimś parkingu w środku Europy. (Jeden z kierowców powiedział mi pewną smutną, ale chyba prawdziwą rzecz, że wielu kierowców spędzających weekend na parkingu upija się w jeden dzień, w następny poprawia, a potem trzeba już wytrzeźwieć i ruszać dalej w trasę…) To właśnie wtedy na rozkładanych krzesełkach wędkarskich siedzą razem z innymi kierowcami z parkingu przy grillu (!), piwie, herbacie, arbuzach… pod otwartą rozłożoną maską samochodu albo pomiędzy dwoma ciężarówkami.

Oprócz rozmów na wszystkie tematy, ich kierowcy dużo dyskutują na temat dróg w różnych krajach; którędy najlepiej jechać, gdzie jest dobry parking itd. – europejskie drogi (na razie miałem do czynienia tylko z kierowcami ciężarówek z Europy, choć raz jechałem z Polakiem, który wiele lat jeździł ciężarówką po Stanach Zjednoczonych) znają w większości jak własną kieszeń. Najczęściej wszystkie z nich zjeździli, wszędzie byli i pracowali w każdym kraju – o wszystkim mogą opowiedzieć, znają zwykle kilka słówek w dowolnym europejskim języku i zawsze mają w zanadrzu parę historyjek.

 

Czas płynie inaczej

Gdy weekend minie – czyli pauza 45-godzinna (od zgaszenia silnika muszą odstać 45 godzin, choćby nie wiem, co się działo!) – wracamy do punktu wyjścia. Ruszają często w nocy, nad ranem, późnym wieczorem. Gdy tak się z nimi podróżuje, traci się trochę rachubę czasu; dzień zaczyna zlewać się z nocą – człowiekowi zaczyna być wszystko jedno, czy dzień się właśnie zaczyna, czy kończy. Kierowcy ciężarówek są… ponad tym. Jak gdyby ich to nie dotyczyło.

Niemal ciągle, szczególnie w ciągu dnia, ktoś odzywa się przez CB radio. W Polsce, jak się łatwo domyślić, słychać głównie polski język. Kierowcy wymieniają się uwagami o „miśkach” ( 😉 ), o objazdach, o korkach, zwracając się przy tym do siebie często per „kolego”, np. „Kolego, jak tam na Wrocław?” – „Czyściutko, a jak na Poznań?” – „Też czyściutko, spokojnie” – „To dzięki, kolego” – „Szerokości” 🙂 Ileż słyszałem takich dialogów?! Często te uwagi o czystych i spokojnych drogach pozornie niczemu nie służą. Wydaje mi się jednak, że bardziej mają służyć zabiciu nudy i samotności.

Na koniec dodam, że mam do kierowców ciężarówek duży szacunek i żywię do nich równie dużą sympatię. Jako autostopowicz mam z nimi często do czynienia – nasze drogi się przeplatają. Pozdrawiam wszystkich znajomych i nieznajomych kierowców ciężarówek! 😉

 

Maciej Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: