Moje (podróżnicze) podsumowanie roku 2019

To był dla mnie trudny rok. Bywało pięknie. Bywało też smutno. Wielu chwil nie zapomnę do końca życia.

Poznałem w tym roku wiele świetnych osób – jedne znałem już wcześniej, ale dopiero teraz je… „poznałem”. Innych zaś spotkałem na mojej drodze pewnie jeden jedyny raz w życiu. Jestem bardzo szczęśliwy, że miałem okazję dzielić z Wami wszystkimi chwile w moim życiu. Mam nadzieję, że kiedyś „wszyscy razem spotkamy się”. Niemniej serdecznie dziękuję wszystkim, którzy czytają mojego bloga i mi kibicują. To bardzo miłe. Wy także jesteście moją przygodą w 2019 roku.

 

Polacy są wszędzie

Leciałem wówczas pierwszy raz w życiu samolotem. I to dokąd? Do samego Rzymu – Wiecznego Miasta. Przeżyłem tam naprawdę wiele niesamowitych chwil. Było też kilka śmiesznych sytuacji. Jedna z nich wydarzyła się już pierwszego dnia pobytu. Z moimi przyjaciółmi ze studiów wyszliśmy rano „na miasto”. Mieszkaliśmy w jego absolutnym centrum. „Mieszka” tam również wiele bezdomnych osób. Jest też sporo żebraków. Pierwszy, siedzący na chodniku, jakiego mijaliśmy, mruczał właśnie pod nosem ‚ku**y je**ne’ – polskie przekleństwa. Polak! Jednocześnie śmieszne i smutne.

 

Warkoczyk na Woodstocku

To był mój drugi raz na Woodstocku. Znałem więc już tę przestrzeń i ten klimat. Jednak po całym roku szarej codzienności – zwłaszcza ostatnie miesiące przyniosły mi sporo stresów – byłem wyczerpany. Do Kostrzyna wyrwałem się z dnia na dzień. Niemalże wyglądało to tak, że jednego dnia broniłem licencjat, a następnego – rano – łapałem stopa na festiwal. Czułem, że jestem spięty. Dotarłem jakoś pod granicę. Z ostatnią dziewczyną, która mnie zabrała, wylądowałem w długaśnym korku samochodów. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, poruszając się w tym czasie jakieś 10 metrów na godzinę. Pożegnałem się w końcu i wysiadłem. I wędrowałem sobie wzdłuż aut. Czułem, że wciąż jestem wkurzony. W końcu wychodził mi właśnie całoroczny kij z dupy. To chyba jedna z tych nielicznych emocji, które dość wyraźnie odbijają się na mojej twarzy. Zauważyła to ekipa z jednego samochodu. Zawołali mnie. Podszedłem, spróbowałem się uśmiechnąć.
-Zrobić ci warkocz?
-Pewnie, czemu nie.
Dziewczyny kazały mi usiąść na drodze. Wrzuciłem plecak na pakę ich pick-up’a i usadowiłem się na asfalcie. Kilka minut i moje włosy splecione były w pięknym dobieranym warkoczu. (Od tamtego czasu kilka razy zdarzyło mi się paradować w takiej fryzurze, jednak nikomu nie udało się powtórzyć jej tak genialnie!) Przejrzałem się w lusterku ich auta. Ja wiem, że to się może wydawać śmieszne. Ale ja naprawdę poczułem się wtedy wreszcie mega pozytywnie. Szczerze się uśmiechnąłem. Wszyscy się uściskaliśmy. Wyluzowałem. Tego luzu cały czas się uczę, ale wraca do mnie coraz częściej. Podobnie jak warkocz.

 

Łamacz serc

Zdarza się czasami, że na stopa złapie się kogoś dziwnego. Podczas podróży do Finlandii trafił się nam taki jegomość. Wsiedliśmy do auta. Wyglądał raczej normalnie. Wprawdzie zza przeciwsłonecznych okularów nie było widać mu oczu, ale nie jest to jeszcze powód, żeby uznać człowieka za wariata. Paru moich znajomych też nosi okulary przeciwsłoneczne, a są zupełnie zdrowi.
Nasz kierowca początkowo wydawał się całkiem… poczytalny. Zapytał, dokąd się udajemy. Odpowiedzieliśmy, że do Finlandii.
-Uuu! No to ostro jedziecie! Ostra jazda! – 5 sekund milczenia – To jest ostra jazda. Ostra jazda! – 3 sekundy milczenia – Powiem wam, że ostro jedziecie. Ostra jazda! – mój komentarz jest tu chyba zbędny…
Okazało się, że nasz kierowca też uwielbia podróże i dużo podróżuje. Na podróże wydał „ponad 1.200.000 zł” i przeżył wiele ekscytujących przygód.
-Ooo, a gdzie na przykład byłeś?
-Za dużo tego. Szkoda gadać.
Przestrzegł nas też, że w życiu na pewno zostaniemy oszukani. Tak jak on został oszukany. Wszyscy go oszukali. Wszyscy! I jego ojciec, i jego brat. Wszyscy! Bo ludzie to ku*wy! On sam został okradziony na 300.000 zł (w dalszej części rozmowy kwota ta wzrosła do 700.000 zł).
Potem dłuższą chwilę wyzywał emigrantów, którzy przyjeżdżają do jego kraju i kradną mu pracę.
Na koniec dowiedzieliśmy się, że nie ma szczęścia do kobiet i, że należy im „łamać serca”.
-Trzeba łamać serca kobietom! – 3 sekundy milczenia – Trzeba im łamać serca… Trzeba im łamać serca! Trzeba łamać serca kobietom!

Zostawił nas z tą optymistyczną uwagą. Z ulgą wysiedliśmy z jego samochodu. Z jednej strony byliśmy mu wdzięczni – tak jak każdemu kierowcy, który zdecyduje się nam zaufać i zaoferować podwózkę. Z drugiej jednak nie potrafiliśmy myśleć o nim z dużą sympatią. Wprawdzie teraz z perspektywy czasu cała sytuacja budzi nasz uśmiech, ale trudno stwierdzić, czy to rozbawienie czy politowanie.

 

Każdy ma swój biegun

W tym roku przeprowadziłem wywiad z Jaśkiem Melą – polskim podróżnikiem, działaczem społecznym, autostopowiczem, zdobywcą obu biegunów (2004), założycielem i prezesem fundacji „Poza Horyzonty” i mega pozytywnym gościem. Spotkanie z nim pozostawiło ważny ślad w moim życiu. Opowiedział mi, jak patrzy na świat. Pokazał, jak podchodzi do ludzi. Wyciągnąłem z tego dla siebie lekcję. Staram się jeszcze bardziej otwierać na innych, jeszcze bardziej ich szanować, cieszyć się nimi i kochać ich. Dziękuję, Jasiek.

 

Najsmaczniejsze, gdy masz wszystko gdzieś

Nie spodziewałem się, że będzie tak fajnie. A tymczasem na zlocie poznałem totalnie pozytywnych, otwartych i kochanych ludzi. Zlot (X Ogólnopolski Zlot Autostopowiczów, organizowany przez Stowarzyszenie Autostopowiczów Polskich) nie trwał długo. I dobrze. Bo, moim zdaniem, niedosyt, który pozostawił – po 2 dniach – sprawił właśnie, że smakował tak wyśmienicie. Impreza miała bardzo kameralny charakter. I to był jeden z jej największych plusów. Uczestników było chyba około 200. A i tak wystarczyło, żeby byli to ludzie naprawdę z całej Polski (i nie tylko, bo mieliśmy wśród nas jednego Norwega! Pozdro, Himek!). Nie przypuszczałem, że w tak krótkim czasie między ludźmi może powstać tak silna więź. Co prawda, na różnych festiwalach można spotkać wielu fajnych ludzi i fajnie się pobawić, ale tutaj to było coś więcej. Może ze względu na stosunkowo niewielką liczbę ludzi. Trudno opisać słowami wrażenie, jakie robi na człowieku spotkanie z drugim człowiekiem i poczucie, że nawzajem się rozumieją. Fantastyczna sprawa!

 

Myślę, że taki rzut oka na miniony rok – na sam jego koniec – pozwala dostrzec i docenić to, co się wydarzyło, ile się wydarzyło i KTO się wydarzył. Chciałbym podziękować każdemu z Was osobiście. Uśmiecham się, gdy przypominam sobie Wasze twarze. Dziękuję Wam.

Pozdrawiam Was wszystkich bardzo gorąco i serdecznie. Łączę życzenia wszystkiego dobrego w 2020 roku – przede wszystkim radości i miłości. Myślę, że będzie super.

Trzymajmy się, kochajmy się i do następnego!

Maciek Tomaszewski

Chcesz być na bieżąco?

Już dziś dołącz do mojego newslettera

Obserwuj mnie w social media: